piątek, 24 stycznia 2014

W TAK ZWANYM MIĘDZYCZASIE

Kochani!
Wiem, że czekacie na nowy rozdział. Przykro mi, ale mam chyba jakiś zanik wany. Pisanie mi nie idzie. Staram się i piszę po kilka linijek dziennie, ale idzie to bardzo wolno. Osoby, które piszą wiedzą jak bezsensowne jest tworzenie "na siłę".
Proszę Was o cierpliwość. Nie porzucam bloga. Mam nadzieję, że już niedługo wrócę do Was z nowym rozdziałem.
Tymczasem chciałabym Was zaprosić na mojego nowego bloga. "Pamiętnik Scorpius'a Malfoy'a". Ta historia powstała już dość dawno temu, ale dopiero teraz zdecydowałam się ją publikować. Jest ona praktycznie skończona, więc puki co rozdziały będą pojawiać się tam regularnie. Zależy to przede wszystkim od bety. Nie chcę zrzucać zbyt dużo na Carinio, ponieważ ma dużo obowiązków w szkole.
PSM to będzie krótka historia. Taka jakby miniaturka, którą będziecie mogli czytać czekając na nowy rozdział Story Of Us.
Życzę miłego czytania!

AnnMari

poniedziałek, 23 grudnia 2013

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

Przepraszam!
Tylko tyle jestem w stanie Wam powiedzieć. Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Przepraszam, że rozdział jest krótki i bez sensu. Postaram się aby następny był lepszy. Niestety nie jestem wstanie powiedzieć, kiedy go dodam.
Na koniec chciałam Wam życzyć wesołych Świąt, fantastycznego Sylwestra i tego aby w tym nowym roku spełniły się Wasze marzenia!
Rozdział dedykuję wszystkim, którzy nadal są ze mną. Jesteście wspaniali!
Wesołych Świąt!
AnnMari

Hermiona z westchnieniem zamknęła drzwi sypialni i oparła się plecami o drewnianą powłokę.
-Co z nią?- przeniosła spojrzenie na Draco. Chłopa leżał na łóżku. Najwyraźniej czytał jakąś książkę zanim weszła.
-Jak to Chanel. Udaje silną chociaż ma ochotę się rozpłakać.- podeszła do łóżka i opadła na miejsce obok chłopaka.
-Napijesz się czegoś?- zapytał blondyn po czym odłożył książkę na nocną szafkę i podszedł do barku.
-Bardzo chętnie- przytaknęła- Najlepiej czegoś mocnego- wymamrotała wyciągając z kieszeni papierosy
Draco zaśmiał się i po chwili wrócił z dwoma szklankami whiskey. Hermiona podciągnęła się na łóżku siadając i wzięła od niego alkohol. Chłopak położył obok niej popielniczkę, a następnie wyciągną w jej kierunku dłoń ze srebrną zapalniczką.
-Dzięki- wyszeptała, kiedy pomógł jej odpalić.
-Powinnaś z tym skończyć- powiedział wskazując na papierosa i zapalając własnego.
-Hipokryta- prychnęła- Skończę, kiedy i ty przestaniesz palić.
-A wracając do Chanel- szybko zmienił temat co Gryfonka skwitowała krótkim śmiechem- Nie powinnaś była z nią zostać? Nie znam się na babskiej psychice, ale chyba w takich momentach wolą być ze swoimi przyjaciółkami.
Hermiona ponownie westchnęła. Uśmiech zszedł z jej twarzy.
-Większość dziewczyn pewnie by wolała, ale nie Chanel. Stara się grać silną, a kiedy się załamuje nie pozwala nikomu na to patrzeć. Zapewniła mnie, ze wszystko w porządku po czym wyrzuciła z pokoju.
-Myślisz, ze teraz płacze?- zaniepokoił się Draco.- Jakoś nie umiem sobie wyobrazić płaczącej Morison.
-Wątpię żeby płakała. Chce po prostu zostać sama i to wszystko przemyśleć. Na spokojnie.
-To było naprawdę dziwne.
Hermiona pokiwała głową. Kiedy przypomniała siebie ich lekcje z Kai'em aż przechodziły ją ciarki. Ten chłopka wywierał niesamowity wpływ na ludzi samą swoja osobą lub, jak kto woli, aurą.


-Gdzie ty mnie znowu ciągniesz?- zapytała Hermiona Dracona- Nie chce jej teraz zostawiać!
-Blaise uparł się, ze będzie z nią ćwiczył. Stań z Danielem, a ja pójdę do tej jego dziewczyny- ostanie słowo niemal wypluł.
Hermiona podeszła szybko do Willsona.
-To on!?- zapytał szybko- TEN Kai?
Hermiona skinęła głową. Rose i Emma, które stały nieopodal zakryły usta dłońmi. Najwyraźniej im też nie mieściło się w głowie, ze chłopak, z którym Chanle wdała się w krótki romans miał ją teraz uczyć.
-O Merlinie- jękną Daniel śledząc jak Chanel i Blasie sztyletowali się wzrokiem- To nie jest normalne! Takie rzeczy dzieją się jedynie w serialach!
-Wierz mi, do dzisiaj ja też byłam o tym przekonana.


Pomijając to co przydarzyło się Chanel lekcja był niesamowita. Hermiona nigdy wczesniej nie słyszała o czymś takim jak Magis Noscunt. Mimo słów Kai'a postanowiła iść w pierwszej wolnej chwili do biblioteki i poszukac czegoś na ten temat.
-O czym myślisz?- głos Dracona przerwał panującą w pokoju ciszę.
-O tym wszystkim co się dziś wydarzyło. O Chanel i o Kai'u. Męczy mnie tez zachowanie Diabła. No i to całe Magis Noscunt...

-
Taa.. To była niesamowita lekcja. Ale powiedz, poczułaś cokolwiek?
-Czułam się dziwnie, kiedy rzucałam zaklęcie, ale potem już kompletnie nic.
-Ja tak samo. Lockwood co prawda powiedział, że to normalne i minie jeszcze trochę czasu zanim będziemy w stanie rozpoznać pierwszą aurę. Gezzz.. to strasznie dziwnie brzmi.
-Boisz się?- zapytała cicho Hermiona. Spojrzała na swojego towarzysza jednak widziała jedynie jego profil.
Draco powoli zaciągną się nikotynowym dymem i wypuścił go z płuc tworząc idealne kółko. Doskonale wiedział o co pytała Hermiona.
-Nie wiem. Chyba większość osób w szkole zdawała sobie sprawę, że byłem Śmierciożercą. Myślę, że to nic nie zmieni.
-Ale nikt nie widział Twojego Mrocznego Znaku. Czy to nie będzie dziwne?
-Zawsze możemy powiedzieć prawdę- wreszcie chłopak odważył się na nią spojrzeć- Nie wstydzę się tego, ze przeszedłem na właściwą stronę.
-Wiesz, ze nie o to mi chodziło.- sięgnęła po jego lewą rękę i podwinęła rękaw koszuli. Opuszkami palców zaczęła delikatnie śledzić blinę szpecąca jego idealną skórę. - Mimo wszystko wolę, kiedy masz tutaj bliznę niż Znak- uśmiechnęła się do niego delikatnie splatając jego palce ze swoimi.
-Ja też wolę tę bliznę. Przypomina mi jakim kretynem byłem kiedyś. - westchną ciężko przypominając sobie czasy, kiedy ślepo wierzył w ideały swojego ojca. Poczuł jak Hermiona wzmacnia swój uścisk.
-To już za Tobą. Nikt nie ma Ci tego za złe. Większość z nas postępuje zgonie z zasadami jakie wpajano nam w domu. A Ty miałeś po prostu pecha. Ale cóż, rodziny się nie wybiera. Pamiętaj, ze na końcu wybrałeś dobrze.
Po raz pierwszy w czasie trwanie tej rozmowy na ustach Dracona pojawił się uśmiech. Był jej wdzięczy za te słowa.
-Ale byłem kretynem w przeszłości. Pomyśleć, ze w szkole była taka wspaniała dziewczyna jak Ty, a jedyne co potrafiłem to śmiać się z Ciebie i wyzywać Cię.
-Nie mam Ci tego za złe- zaśmiała się gasząc niedopałek papierosa i kładąc się wygodnie na jego piersi. Lubiła leżeć z nim w ten sposób. Dawało jej to poczucie bezpieczeństwa.- Sama nie byłam lepsza. Nasze wyzwiska były naprawdę ciekawe. Ci wszyscy skretyniali arystokraci bez krzty moralności.
Poczuła jak jego pierś wibruje, kiedy się zaśmiał.
-Nie byłem gorszy. Ale wiesz, może gdybys nie zadawał się z tymi idiotami Potterem i Weasleyem to wszystko wyglądałoby inaczej.
-Nie oszukuj się Malfoy. Wszystko byłoby takie samo. Ja byłam inna i Ty również, oboje musieliśmy dojrzeć do swojego towarzystwa.
-Może masz racje. Gdyby ktoś pół roku temu powiedział mi, ze będę swobodnie konwersował z Granger w mojej sypialni, najprawdopodobniej wysłałbym go na leczenie psychiatryczne!
-Ze mną tak samo. Przyznaje, ze kiedyś mój świat był bardzo zawężony. Tylko nauka, walka, przyjaźń.
-Nie można Cię za to winić. Żyliśmy w czasach wojny. Dobrze, ze to już za nami.
-Dokładnie.
Leżeli tak przez kilka minut w milczeniu. Ta cisza nie krępowała ich. Była wygodna. Mogli pozwolić swoim myślą swobodnie dryfować nie przejmując się niczym. Tak dobrze czuli się w sowim towarzystwie, ze aż im samym było trudno w to uwierzyć.
Po chwili Hemriona poczuła, ze zaczyna się robić senna. Podniosła się z torsu przyjaciela.
-Powinnam już iść- stwierdziła przeciągając się. Draco posłał jej zdziwione spojrzenie.
-Gdzie chcesz niby iść?
-Spać. Do Gryffindoru. Nie byłam tam od zbyt dawana. Wiesz, mimo wszystko wciąż jestem Gryfonką.
-Phi! I niby dla tego chcesz rezygnować z nocy z takim przystojniakiem- tutaj wskazał na siebie kciukami- na rzecz dzielenia łazienki z kilkoma dziewczynami, porannego harmideru i przemierzania połowy zamku aby dostać się do Wielkiej Sali na śniadanie. Proszę Cię.
-Przystojniakiem? Twoja pewność siebie czasem mnie przeraża- zaśmiała się.
-Kochanie, nie ma tutaj co udawać skromnego. Jestem piekielnie przystojny i po co tu zaprzeczać.
-Bo ja wiem- udawała, ze mierzy go krytycznym spojrzeniem- Oblecisz
-Słucham?!- oburzył się chłopak podczas gdy Hermiona starała się zdusić w sobie śmiech- Już ja Ci pokarze!
Z tymi słowami pociągną się z powrotem na łózko i zaczął łaskotać. Tarzali się przez kilka minut po łóżku ze śmiechem.
-Malfoy! Już dość! Przestań w tej chwili!- krzyczała Hermiona między kolejnymi skurczami przepony.
-Przyznaj, ze jestem gorący- zagroził wciąż ją łaskocząc.
-Ok! OK! Jesteś mega gorącym przystojniakiem!- krzyknęła nie mogąc już znieść śmiechu.
-Dobra odpowiedź maleńka- zaśmiał się chłopak. Dopiero teraz uświadomili sobie w jakiej pozycji leżą. Draco podpierał się na rękach rozłożonych po obu stronach ciała dziewczyny. Ich twarze były blisko siebie. Jak na gust Hermiony zbyt blisko. Obiecała mu bycie wyłącznie przyjaciółmi. Nie chciała tego zniszczyć. Nie teraz. Ne, kiedy wszystko zaczęło się układać.
Odepchnęła go od siebie starając się zatrzymać uśmiech.
-Skoro tu zostaje to pozwól, ze pierwsza zajmę łazienkę- szybko chwyciła potrzebna rzeczy i zniknęła w łazience.
Draco opadł na łóżko zakrywając twarz rękoma. Oficjalnie miał już dość tej „przyjaźni”. Próbował. Nawet zaczął na powrót umawiać, a właściwie sypiać, z innymi dziewczynami. To nic nie dało. Nadal myślał o Hermionie i porównywał każdą dziewczynę z nią. Obiecał jej. Zrobił to o co prosiła. Jednak wiedział, ze nie pociągnie tak długo. Albo w końcu się na nią żuci doprowadzając tym samym do końca ich przyjaźni, albo sam się wykończy.
***
-Ciarki mnie przechodzą, kiedy o tym myślę. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego jaka byłaby jego odpowiedź.
Hermiona i Draco podeszli do stołu Ślizgonów na tyle wcześnie aby usłyszeć ostatnie słowa szatynki.
-O czym mówicie?- zapytała Hermiona wiedząc nietęgie miny Emmy i Daniela. Rozejrzała się po Wielkiej Sali jednak nigdzie nie dostrzegła Chanel i Diabła.
-O wczorajszych zajęciach z Lockwood'em. Po prostu jego odpowiedź na pytanie Chanel była aż nadto oczywista. Trochę mnie to wszystko przeraża. Zastanawiam się co ktoś taki robi w Hogwarcie.
-To faktycznie trochę dziwne. Zastanawiam się czy współpracował z Śmierciożercami- Daniel zamyślony rozejrzał się po towarzyszach.
-Bez względu na swoją sytuację życiową nie powinien tego robić.. Neville miał rację. To jest aż zbyt podejrzane- Rose pokręciła głową- Może i pomagała tez naszym, ale praca dla Ciemnej Strony jest straszna.
-A może nie powinniście oceniać ludzi, których tak naprawdę nie znacie.
Hermiona, Draco i Daniel obrócili się gwałtownie, a Rose i Emma spojrzały ponad ich głowami na wściekłą Morison.
-Chanel, nie miała nic złego na myśl!
-Oczywiście, ze nie. Po prostu tak sobie plotkujecie przy śniadaniu.- dziewczyna zmrużyła oczy.
-Nie broń go Chanel- wtrąciła się Hermiona, kiedy blondynka zajęła swoje miejsce.- Doskonale zdajesz sobie sprawę z Tego, ze Kai nie jest święty.
Po jej słowach zapadła cisza. Dwie przyjaciółki mierzyły się wściekłym spojrzeniem, a reszta patrzyła na nie niepewnie.
-Ja też do świętych nie zależę- syknęła Chanel
-Dobrze wiesz, ze nie o to chodzi!
-Nie będę się wdawać z Tobą w dyskusje na ten temat- ucięła- Nie wszyscy byli takimi pieprzonymi bohaterami- wstała chwytając swoja torbę i szybko opuściła salę.
Hermiona westchnęła kryjąc twarz w dłoniach. Draco pokrzepiająco ścisną jej ramię.
-Jest na mnie wściekła.
-Przejdzie jej- zapewnił blondyn. Wiedział, ze ma rację. Hermiona odsłoniła twarz i podniosła na niego oczy w których chłopak dostrzegł wdzięczność.
***

Wściekła Chanel przemierzła korytarze Hogwaru. Złość aż się w niej gotowała. Nienawidziła, kiedy ktoś oceniał nie znając danej osoby. Starała się wyładować swój gniew. Szła szybkim krokiem nie bacząc na to gdzie idzie. Przystanęła nagle zdając sobie sprawę z tego, ze nie ma pojęcia gdzie się znajduje.
Jęknęła podchodząc do najbliższego okna. Otworzyła je, a z torby wyciągnęła papierosy. Szybko zapaliła starając się ukoić nerwy nikotynową używką jednak tym razem to nie pomagało.
-Wyczuwam w Tobie dużo złości.
Charakterystycznie zachrypnięty głos sprawił, ze odwróciła się z prędkością światła.
Kai stał w otwartych drzwiach i przypatrywał się jej z rozbawieniem. Chanel nabrała gwałtownie powietrza. Chłopak opierał się niedbale o framugę, ręce miał założone na piersi. Był bez koszulki. Nieśmiertelniki opadały na jego idealnie wyrzeźbiony tors, a luźno trzymające się na biodrach spodnie ukazywały linie V.
-Kłótnia?- jego pytanie wyrwało ją z transu.
Skinęła głową na potwierdzenia.
-To Twoja wina- powiedział cicho. Odwróciła się z powrotem do okna po raz kolejny zaciągając się papierosem.
Odpowiedzą był jego śmiech.
-Moja? A co ja takiego zrobiłem.
-Szkoła aż huczy od plotek na Twój temat. Zostawiłeś nas z dużą ilością pytań na swój temat, ale z ani jedną odpowiedzią.
-Dlaczego miąłbym Wam opowiadać o moim życiu. Naprawdę nie obchodzi mnie co sobie o mnie pomyślicie. Poza tym pierdolenie dzieciaków na mój temat jest średnio interesujące.
Chanel spojrzała na niego.
-Ja też jestem dzieciakiem?
Kai powiódł wzrokiem po jej ciele. Wysokie czarne szpilki, krótka spódniczka od mundurka, biała bluzka opinająca się na jej piersiach, płaski brzuch, długie włosy opadające gładkimi falami loków na jej plecy. Na koniec przeniósł wzrok na jej pełne,czerwone usta przez, które właśnie prześlizgiwał się nikotynowy dym.
Uśmiechną się złośliwie.
-Może nie aż takim. Wejdź- to nie była prośba- Może uda mi się poprawić Ci humor po tej kłótni.
Spojrzała w jego oczy, które pociemniały od żądzy. Pożądania, które ogarnęło także ją. Wyrzuciła niedopałek przez okno i szybko przemierzyła odległość dzielącą ją od drzwi. Kai odsuną się przepuszczając ją w przejściu. Kiedy go mijała złapała go za rękę nieznacznie ciągnąc do środka.
Kolejny cyniczny uśmieszek pojawił się na twarzy szatyna, kiedy zamykał drzwi. 

Na koniec taki malutki świąteczny prezent! 

niedziela, 24 listopada 2013

PRZEPRASZAM

Witajcie Kochani!
Za pewne spodziewacie się kolejnej notki. Niestety to nie rozdział. Jakoś nie idzie mi pisanie w ostatnim czasie. Nie porzucam bloga, po prostu tym razem potrzebuję więcej czasu. 
Mam małe kłopoty z szablonem i zdjęciami. Postaram się to naprawić w najbliższym czasie. Myślę też nad zmianą szablonu, bo ten jest trochę zbyt mroczny do tej historii. Jeśli chcielibyście coś polecić lub mieli jakieś sugestie co do nowego szablonu to chętnie je przyjmę.
Trzymajcie się cieplutko!
Pozdrawiam 
AnnMari

wtorek, 15 października 2013

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

Hejo!Udało mi się dodać rozdział na początku tygodnia tak jak planowała, tutaj wielkie oklaski dla Carinio za ekspresową bete.
Jestem w miarę zadowolona z tego rozdziału. Wyjaśnia się tutaj parę rzeczy i liczę na to, ze spodoba wam się taki obrót sprawy.
Notkę dedykują Gosi za pomoc :)

Zapraszam do czytania i komentowania. 

PS Komentujcie! Dla was to minutka, a dla mnie motywacja do dalszego pisania. 


-Wystarczy Kai, pani profesor.
Wszedł do klasy pewnym krokiem, roztaczając tę niesamowitą aurę. Jak zwykle ubrany był w obcisły podkoszulek, ciemne spodnie, skórzaną kurtkę i ciężkie, militarne buty. Wszystko w kolorze czerni. Dwa nieśmiertelniki kołysały się na jego piersi, a na ustach wykwitł ten uroczy uśmiech.
W klasie na kilka sekund zaległa cisza, a następnie wszyscy zaczęli szeptać. Zwłaszcza poruszone były dziewczyny. Chłopak uśmiechnął się szelmowsko i puścił oczko do dziewczyn z pierwszej ławki, kiedy dyrektorka odwróciła wzrok. Natychmiast z ich gardeł wydobył się cichy pisk i chichot, który szybo został stłumiony spojrzeniem nauczycielki.
Jedynie cztery osoby nie zachwycały się nowym nauczycielem.
Hermiona ściskała dłoń Chanel, która zaciśnięta w pięść leżała na kolanie blondynki. Jej spojrzenie wędrowało od Kai'a do Chanel i Dracona, który również patrzył na nią niepewnie.
Blaise po prostu kipiał złością, świdrując wściekłym wzrokiem nowego.
Najgorzej wyglądała Chanel. Pobladła, jej usta i dłonie były zaciśnięte, a oczy szeroko otwarte.
-Proszę nie pozwolić im wejść sobie na głowę, panie Lockwood- powiedział McGonagall i opuściła salę.
-Cześć wszystkim. Jestem Kai. Pozwólcie, że przedstawię wam moją partnerkę, z którą pracuję- powiedział otwierając ponownie drzwi. W pierwszej chwili obecne w klasie dziewczyny jęknęły, jednak szybko niezadowolenie zostało zastąpione ochami i achami.
Do klasy wbiegło bowiem czarne niczym noc stworzenie. Kotek wskoczył na biurko i usiadł na środku, wyraźnie zadowolony. Kai podszedł do mebla i pogłaskał zwierzątko po czarnym łebku.
-To jest Kira. Pracuję ze mną. Już wkrótce dowiecie się co potrafi zrobić. Zanim jednak to nastąpi powiem nieco o tym, czego będę was starał się nauczyć...- chłopak urwał, kiedy Kira miałknęła i spojrzała na niego dużymi, niebieskimi oczami. Chłopak zmarszczył czoło. Kotka zeskoczyła z biurka i przebiegła przez klasę. Zarówno uczniowie, jak i Kai śledzili ją wzrokiem w milczeniu.
Kotka zmierzała ku końcowi klasy i Hermiona już przeczuwała co się stanie. Przymknęła oczy błagając o to, aby się myliła. Niestety stało się dokładnie to, czego się spodziewała.
Kira wskoczyła na ich ławkę i usiadła przed bladą jak ścina Chanel.
Hermiona szybko podniosła wzrok chcąc zobaczyć reakcję chłopka. Na jego twarzy pojawił się szok, a potem niedowierzanie. Wpatrywał się w Chanel przez kilka chwil. Ich oczy się spotkały, na co Ślizgonka natychmiast spuściła wzrok na kotkę. Klasa również wpatrywała się w zwierzątko, więc nikt, poza Hermioną, nie zauważył cwaniackiego uśmiechu, który pojawił się na twarzy nauczyciela.
-Dlaczego pana kotka siedzi przed Chanel?- zapytała niezadowolona Pansy Parkinson.
Klasa ponownie przeniosła wzrok na Kai'a , na ustach którego majaczył teraz delikatny uśmieszek.
-Nie zawsze wiem, co chodzi po głowie Kirze. Ale może wróćmy do zajęć. Kira! Chodź tutaj!- zawołał tonem nieznoszącym sprzeciwu. Kira odwróciła łepek w jego stronę, spojrzała na niego takim wzrokiem, jakby chciała powiedzieć „chyba sobie ze mnie żartujesz”.
-Natychmiast- warknął. Wyraz jego twarzy zmienił się. Rysy mu stężały, a źrenice mocno się rozszerzyły. To wszystko trwało tylko kilka sekund. Kira zeskoczyła z ławki Chanel i potruchtała do biurka.
-Wszystko w porządku?- Hermiona nachyliła się do Chanel, mocniej ściskając jej rękę- Możemy wyjść jeśli chcesz.
-Nie- odparła twardo dziewczyna- Nie mogę mu dać tej satysfakcji. Jest dobrze, Hermiono- popatrzyła na przyjaciółkę.- Jestem silna.-wyszeptała.
Kai spojrzał na klasę i ponownie uśmiechnął się czarująco. Kiedy kotka z powrotem usiadła na biurku, chłopak stanął obok mebla, opierając się o niego, lekko przysiadając na blacie. Jego aura zmieniła się. Źrenice zmniejszyły się, jednak oczy pozostały ciemne. Przybrał pokerowy wyraz twarzy, z której nie dało się nic wyczytać. Znikną ten miły chłopak, prawie nastolatek, który wszedł kilka minut wcześniej. Na jego miejsce pojawił się doświadczony życiem mężczyzna. Wyglądał seksownie, ale przy tym niezwykle niebezpiecznie.
-Magnis Noscunt. Ktoś wie co to oznacza?- odpowiedziała mu cisza- „Widzieć więcej”. To łacińska nazwa. Chociaż magia jest nowa, sama nazwa odnosi się do tradycji średniowiecznych, a jak niektórzy twierdzą nawet starożytnych. Nie znajdziecie informacji o tym w hogwarckiej bibliotece. Jednak gdybyście poszperali w mugolskich książkach historycznych na pewno coś byście znaleźli.
-To znaczy, że to nie jest prawdziwa magia?- zapytał Harry.
Kai przeniósł na niego swój wzrok.
-Nikt tego nie wie. Według podań i legend Magnis Noscunt istnieje od dawana, jednak czarodzieje nigdy w przeszłości nie uznawali jej za prawdziwe czary, a jedynie mugolskie sztuczki. Coś w stylu voodu.- lekki uśmiech przemknął przez jego twarz,  jakby naśmiewał się z głupoty czarodziejów.- Jednak w świetle ostatnich wydarzeń czarodzieje coraz częściej dopuszczają myśl o zakwalifikowaniu Magnis Noscunt do prawdziwej magii- praktycznie wypluł ostatnie dwa słowa.
-Dlaczego nikt nie chciał tego zakwalifikować jako magii?- zapytał Ernie
Prawy kącik ust Kai'a uniósł się ku górze w krzywym uśmieszku.
-Bo to dar... z którym rodzą się jedynie mugole. Mówi się na nich Videns, czyli widzący.
Przez salę przeszedł szmer. Wszyscy patrzyli na Lockwood’a z niedowierzaniem.
-Chce pan powiedzieć, że jest pan...- zaczął Ron.
-Mugolem? Tak. Dokładnie tak. Jestem zwykłym człowiekiem. Nigdy nie uprawiałem takiej magii jak wy. Nigdy nie uczyłem się zaklęć, a wasze różdżki to dla mnie bezużyteczne patyczki.
W klasie zapadła cisza. Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem to na siebie to na nauczyciela. Jedynie Chanel nie była zdziwiona. Studio tatuaży, motocykl jako środek transportu, zwykły dom. Żaden czarodziej nie mógł się aż tak dobrze maskować.
-Przepraszam bardzo, ale czego my właściwie mamy się uczyć, skoro nie jest pan czarodziejem, a to Magnicośtam nie jest magią?- zapytał lekko podenerwowany Ron.
Nauczyciel odwrócił się w stronę Rona i spojrzał na niego ze znudzeniem. Jednak Chanel wiedziała, ze to jedynie pozory. Poznała go na tyle dobrze, aby widzieć gniew narastający w jego oczach.
-To coś o wiele lepszego niż magia. - jego oczy zalśniły jakimś niezdrowym, niebezpiecznym blaskiem- to dar, który jest wyjątkowo potężny. Większość czarodziei w swojej ignorancji nawet nie potrafi sobie wyobrazić, jak bardzo niebezpieczny może być Videns.- teraz jego tęczówki z niebieskich zrobiły się prawie czarne. Jego twarz miała w sobie coś z szaleńca. Dłonie zacisnął na blacie biurka z taką siłą, że pobielały mu knykcie. Wtedy usłyszeli miałknięcie. Kai szybko otrząsnął  się i spojrzał na kotkę, która znów na niego patrzyła, tym razem z naganą. Pogłaskał ją po łebku. Jego oczy na powrót zrobiły się niebieskie. Spojrzał na uczniów i uśmiechnął się. Odepchną się od blatu i przeszedł za mebel, ściągając po drodze kurtkę. Prawie wszystkie dziewczyny jęknęły widząc jego opalone, wytatuowane ramiona i koszulkę, która opinała idealnie wyrzeźbiony tors.
-Może już najwyższy czas zaprezentować wam na czym polega Magis Noscunt.
Na te słowa siódmoklasiści poprawili się na swoich siedzeniach, ciekawi co się stanie.
Kai rozejrzał się po klasie.
-W szkole jest sporo osób, które w przeszłości mieli wypalony Mroczny Znak. Ustaliłem z dyrektorem, że nie będę przytaczał ich nazwisk, ani mówił ilu ich jest dokładnie. Jednak jeden z posiadaczy Znaku jest wam wszystkim dobrze znany. Severus Snape. - twarz chłopka stała się nagle jakby nieobecna, a oczy na powrót pociemniały i zaszły mgłą.-Jego aura jest dobrze wyczuwalna. Jest na drugim piętrze. Wschodni korytarz.- zamknął oczy- przemieszcza się, wszedł do pomieszczenia. Rozmawia z drugą osobą.- otworzył oczy, które wyglądały już normalnie. Uśmiechnął się widząc ich lekko zaszokowane twarze. -Wasi profesorowie mają w sobie bardzo dużo mocy magicznej, przez co ich aura jest bardzo dobrze wyczuwalna. Nie muszę się nawet skupiać, żeby powiedzieć wam gdzie jest wasz dyrektor.
-I to wszystko?- zapytał nagle Harry- Bardzo przepraszam, ale ciężko w to uwierzyć.
-Doprawdy?- Kai wydawał się rozbawiony. Przeniósł wzrok na Pottera- A więc uważasz to za bajki? A gdybym Ci powiedział, że wiem co siedziało w Tobie przez ostatnie 17 lat? Co zostało pokonane przez samego Czarnego Pana? Co ty sam próbowałeś zwalczyć? To, co pozwalało Ci rozmawiać z wężami?- z każdym jego słowem na jego twarzy gościł coraz bardziej cyniczny uśmiech, podczas gdy Harry wyglądał na przerażonego. Ron obrócił się do Hermiony i wymienili szybkie spojrzenia. Doskonale wiedzieli, że Harry był horkruksem. I najwyraźniej Kai również o tym wiedział.
-Skąd pan to wie?- wysyczał Gryfon
-Jak już mówiłem, impertynencja czarodziei pewnego dnia was zniszczy. Ale dobrze, że chociaż zaczynacie doceniać Magis Noscunt.
-Więc na czym to właściwie polega? I jak mamy z tego korzystać skoro nie posiadamy tego daru?- zapytał Daniel
-Magis Noscunt to tak naprawdę sztuka kontrolowania umysłu, ale nie czyjegoś, tylko swojego. Dzięki darowi i odpowiednim ćwiczeniom możemy wyczuwać ludzką aurę, magię, silne zaklęcia, a nawet niewielki ślad, który po sobie pozostawiają. Jesteśmy w stanie odczytać głęboko zakorzenione w człowieku myśli, wspomnienia i pragnienia.
-To znaczy, że może pan czytać nam w myślach?- zapytała lekko przerażona Lavender.
Kai przeniósł na nią swój wzrok, a na jego ustach pojawił się złośliwy uśmieszek.
-Nie, ale potrafię wyczuć różne... hmm... rzeczy- Parvati i Lavender oblały się rumieńcem, podobnie zresztą jak większość dziewcząt w klasie. Lockwood zaśmiał się ochryple.
-Odnosząc się do Twojego drugiego pytania- Kai podjął przerwany wątek- Powiedziałem wam, ze Magis Noscunt to nowa magia, a potem, że istniała już w średniowieczu, a możliwe nawet, ze wcześniej. Dlaczego?- zmierzył ich spojrzeniem, jednak nikt się nie odezwał. Wszyscy wpatrywali się w niego z zapartym tchem- Dopiero teraz, podczas ostatniej wojny, wynaleziono zaklęcia, które pozwalają, po odpowiednim treningu umysłu, zadziałać tak jak nasza moc.
-Co to znaczy?- zapytał Neville
-Oznacza to, że po rzuceniu tego zaklęcia będziecie wiedzieć gdzie znajduje się ktoś na kogo rzucono jakiś czar i rozpoznać co to było. Nie będę owijać w bawełnę, wasz dyrektor chce, abyście wiedzieli, jeśli w pobliżu was będzie znajdował się Śmierciożerca, nawet jeśli jego znak został już dawno usunięty.
Draco i Blaise wymienili szybkie spojrzenia. W ich głowach pojawiła się ta sama myśl. Nie po to pozbywali się znaku, aby teraz cała szkoła dowiedziała się o ich istnieniu.
-Skoro nie jest pan czarodziejem, to jak nauczy nas pan tego zaklęcia?- na czole Harry’ego pojawiły się zmarszczki. Ten koleś mu się nie podobał. Potter czuł się tak, jakby miał znów do czynienia z kimś z ciemnej strony.
-Będę was uczył przede wszystkim technik panowania nad waszym umysłem. Wyczuwania aury drugiego człowieka i oceny jego stanu emocjonalnego. Całość jest w waszej głowie, a zaklęcie, to jedynie kilka słów, które mają na celu odblokowanie tego wszystkiego. Pytania?
Natychmiast kilka rąk uniosło się ku górze. Kai westchnął, jakby był już tym wszystkim zmęczony. Chanel widziała to w jego oczach. Szkoła zdecydowanie nie należała do miejsc jakie lubił ten chłopak. Było tu zbyt spokojnie i nudno.
-Słucham- szatyn usiadł na biurkiem i wskazał na Emmę, która podniosła rękę
-Dlaczego Magis Noscunt stał się popularny dopiero podczas wojny?
-Nie wiadomo dokładnie jak to się zaczęło. Pierwsi Videns zaczęli współpracować z czarodziejami w Japonii. Zarówno z tymi, którzy popierali Voldemorta jak i z tymi, którzy z nim walczyli. Czarodzieje zdali sobie sprawę z tego, jak bardzo pożyteczni mogą być Videns. Większość nigdy nie słyszała o magii, kiedy przychodził do nich ktoś, płacąc za to, aby znaleźli jakiegoś człowieka, nie uważali tego za nic złego. Śmierciożercy potrafili płacić niezłe sumy za szukanie szpiegów lub ważnych osobistości Świata Magii ukrytych przy pomocy silnych zaklęć.
-Czy nie wydawało się im to podejrzane?- Neville popatrzył na nauczyciela z powątpiewaniem- Przecież to jest trochę dziwne. Ktoś nagle przychodzi i daje pieniądze za to aby znaleźć kogoś przy pomocy daru, o którym nikt nie powinien wiedzieć. Przecież to chyba oczywiste, że może chcieć zabić tą osobę.
-Musicie wiedzieć, że Videns to zazwyczaj ludzie ulicy. Nikt z nas nie wie czemu tak jest. W Tokio spotkałem tylko dwie osoby takie jak ja. Chłopak był dilerem w małym gangu, a dziewczyna prostytutką.- większość uczniów wzdrygnęła się na jego słowa- Gdyby któreś z was musiało żyć w taki sposób, nie robiło by wam znaczenia, czy wydana przez was osoba zginie czy nie. Dla nich głód, brutalność, gwałt, śmierć były czymś, z czym spotykali się na co dzień. Bez względu na wojny pomiędzy czarodziejami.
W sali zapadła kompletna cisza. Każdemu ciężko było wyobrazić taką sytuację. Mimo, że byli w czasach wojny, mimo, że walczyli, mimo, że pochowali swoich przyjaciół.
-Ty też byłeś taki jak oni? Żyłeś na ulicy i zabijałeś, aby przeżyć?- drżący głos przerwał ciszę. Wszyscy spojrzeli na tył klasy. Chanel po raz pierwszy od początku lekcji patrzyła na Kai'a. Z jej twarzy nie dało się nic wyczytać, jednak jej głos drżał. W oczach malowało się przerażenie i ból.
-Wolałbym nie wchodzić w szczegóły mojego życia... Chanel- powiedział cicho, patrząc jej prosto w oczy. Jego własne pociemniały. Podniósł się ze swojego miejsca, ale z jego twarzy nie dało się nic wyczytać.
-Nie odpowie pan?- zapytał ze złością Zabini.
Hermiona szybko spojrzała na ławkę, w której siedzieli chłopcy. Atmosfera stała się napięta. Gryfonka widziała jak Draco, siedzący za Blaisem, zaciska dłoń na ramieniu przyjaciela. Oczy Diabła ciskały gromy w kierunku nauczyciela.
Kai obdarzył Zabiniego chłodnym spojrzeniem, po czym na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek. Powiódł wzrokiem od Zabieniego do Chanel i z powrotem.
-Nie. Nie odpowiem- jego głos stał się zimny niczym lód. Uśmiech zniknął z jego twarzy. Hermiona coraz częściej miała wrażenie, że ten facet jest bipolarny- Każdy ma swoje tajemnice, prawda? Więc pozwolisz, że ja zostawię dla siebie swoje, a Ty SWOJE- sposób w jakie zaakcentował ostatnie słowo mówił wyraźnie: „jeszcze słowo, a wszyscy dowiedzą się o Twoim Mrocznym Znaku”
Draco mocniej zacisnął dłoń na ramieniu Diabła, w którym aż się gotowało.
-Nie pozwól się sprowokować- syknął blondyn.
Chanel prychnęła. Kai posłał jej wściekłe spojrzenie. Nie ugięła się, patrzyła na niego twardo. Były to jednak tylko pozory. W środku nie czuła się taka odważna.
-Starczy tego gadania- zadecydował- Przejdźmy teraz do zajęć praktycznych.
-Miał nam pan jeszcze opowiedzieć o pana kotce- zawołała Pansy
Lockwood posłał jej mordercze spojrzenie. Dziewczyna wbiła się w swoje krzesło, marząc o tym aby stać się niewidzialną. Wszyscy wyczuli zmianę nastroju chłopaka.
-O tym będzie następnym razem. A teraz wyciągnijcie różdżki i wstańcie.- podszedł do tablicy i napisał na niej Volo videra magis- To zaklęcie otwierające wasz umysł. Nie musicie machać różdżkami. Po prostu zbliżcie je do swojej klatki piersiowej, w okolicy serca.
Wszyscy wykonali jego polecenia bez słowa. Wstali, a poproszony Harry usunął ławki pod ściany.
-W średniowiecznych zapisach była informacja, że źródła aury człowieka to mózg i rdzeń kręgowy. Łączy je serce jako główny ośrodek. Dobierzcie się w pary.
Większość ustawiła się tak jak siedzieli. Jednym wyjątkiem był Balise i Draco, którzy szybkim krokiem przeszli przez klasę i podeszli do Hermiony i Chanel.
-Co jest?- szepnęła panna Granger.
-Zamień się z nim- powiedział równie cicho Draco.
-Teraz skierujcie różdżki na swoje serca i wypowiedzcie zaklęcie!- zawoła Kai- powinniście poczuć bardzo charakterystyczne uczucie.
Blaise staną naprzeciw Chanel. Wypowiedzieli zaklęcie. Chanel natychmiast poczuła mrowienie w placach spływające do różdżki i do serca. To było dziwne uczucie, jakby prąd, zimny i ciepły zarazem. To uczucie wypełniło jej serce. Przez chwilę miała wrażenie, że czuje uderzenia życiodajnego narządu w swojej dłoni, w której trzymała magiczny patyk. Trwało to tylko kilka sekund. „Prąd” przeszedł przez jej serce i rozszedł się na dwie strony. Wzdrygnęła się czując to w swoim kręgosłupie, jakby wewnątrz kręgów. Nie zdawała sobie sprawy, że miała zamknięte oczy dopóki ich nie otworzyła. Kiedy to zrobiła dziwne uczucie dotarło do jej mózgu. W jej głowie wybuchło coś na kształt kaskady barw, a potem wszystko się skończyło. Jedyne co czuła, to delikatne mrowienie w kręgosłupie i dłoni. Oddychała głęboko.
Rozejrzała się po uczniach. Większość miała zaszokowane miny, co pozwoliło jej przypuszczać, że przeżyli właśnie to samo co ona.
-Dobrze- głos Kai'a wyrwał ją z otępienia. Znowu poczuła dreszcze, jednak niemające już nic wspólnego z zaklęciem.- Spójrzcie na osobę stojącą przed wami. Spróbujcie oczyścić swój umysł, zobaczyć to co jest w... nich. Skupcie się na głównych ośrodkach aury. Kręgosłupie i umyśle.
Kai zamilkł. Wszyscy rozglądali się niepewnie po sobie. Każdy czuł się jak totalny idiota. Lockwood westchnął i zaczął przechadzać się między parami.
-Czemu to robisz?- pytanie Chanel było skierowane do Diabła- Twoja dziewczyna może się obrazić.- warknęła.
-Nie zachowuj się jak dziecko. Nie zamierzam pozwolić Ci się zbliżyć więcej do tego kolesia.- splunął.
Dziewczyna prychnęła.
-Nie wiem czego ode mnie chcesz Zabini. Od tamtej rozmowy jesteś nie do wytrzymania. Przestałeś spędzać z nami czas. Tu nie chodzi tylko o mnie. Pamiętasz jeszcze o swoich przyjaciołach? Draco? Hermiona? Mówi Ci to coś?
-A co? Postanowiłaś teraz zacząć naprawiać świat?- zaśmiał się, ale bez radości -Nie zapominaj, że to wszystko Twoja wina!
-Moja?- w jej oczach zapłoną ogień- Przypomnieć Ci jak mnie nazwałeś?- syknęła
Blaise już chciał coś powiedzieć jednak zamknął usta i zapatrzył się na coś za nią.
Chanel nie musiał się nawet odwracać, żeby wiedzieć na co patrzy Ślizgon. Jej własne ciało ją o tym przekonało. Poczuła ten zniewalający zapach, za którym tak tęskniła. Jego głos cichy, seksowny głos, sprawił, że ugięły się pod nią kolana.
-Jakiś problem?- zapytał Kai
-Wszystko w porządku- warknął natychmiast Blaise
-Hmmm... Zaklęcie zadzałało?
-Tak- odpowiedzieli jednocześnie.
- Złączcie swoje dłonie- poinstruował ich. Wyciągnęli swoje ramiona, Chanel prawe, Zabini lewe  i złączyli płasko dłonie.
-Skupcie się na umyśle tej drugiej osoby. Szukajcie czegoś poza tym co widzicie. Starajcie się wyczuć jej nastrój.
Chanel starała się, ale jedyne co czuła to wściekłość. Swoją wściekłość. W dodatku bliska obecność Kai'a jeszcze bardziej ją rozpraszała.
-Źle to robisz- Kai przybliżył się do niej.
Cofnęła swoją rękę. Ostatnie co zobaczyła, to wściekła twarz Zabiniego, jednak już chwilę później mogła się skupić jedynie na dłoni Lockwood'a na swoim ramieniu.
-Pamiętaj Chanel, że ośrodki aury znajduję się w kręgosłupie i mózgu.- dwa palce swojej prawej dłoni przyłożył do jej skroni, a lewą ręką delikatnie przejechał po jej kręgosłupie.
Dziewczyna zaczęła mieć problemy z oddychaniem. Zrobiło jej się gorąco. Jego palce delikatnie śledziły linie jej kręgów. Mimowolnie przypomniała sobie, że dokładnie to samo robił po seksie.
-Oddychaj maleńka- szepną jej wprost do ucha. Posłusznie nabrała powietrza w płuca.- Postaraj się. Zobacz więcej.
I zobaczyła. A właściwie poczuła. Przestała czuć jego osobę. Czuła jego aurę.
Aura nie była czymś co można zobaczyć, czymś co Chanel wyobrażała sobie jako poświatę wokół jakiejś osoby. To były jego emocje w jej umyśle. Było to niezwykle dziwne. Nie potrafiła tego dokładanie opisać. Czuła mrok, ból, cierpienie, pasje, gniew, pożądanie. Przed oczami migały jej rozmazane obrazy jednak nie była w stanie rozróżnić żadnych kształtów ani kolorów, ale wszystko było tak bardzo ciemne i smutne. Po policzku pociekły jej łzy.
Zaczynało robić się jej słabo. Rozmazane obrazy wciąż przelatywały jej przed oczami. Gwałtownie otworzyła powieki. Światło uderzyło w jej rozszerzone nienaturalnie źrenice. Zachwiała się, Kai gwałtownie cofnął rękę z jej skroni. Połączenie zostało zerwane. Odwróciła się przodem do niego chwiejąc się. Chłopak przytrzymał ją za łokieć.
-Czułeś to samo co ja?- wyszeptała gwałtownie łapiąc powietrze.
Kai skiną głową.
-Dlaczego?
-Jestem Videns. Widzę to co chcę. Poza tym, kontakt między nami był dość... bliski- Chanel spodziewała się cynicznego uśmieszku, jednak jego twarzy była jak wyrzeźbiona z kamienia. Podniósł dłoń, aby zetrzeć łzę z jej policzka, jednak ktoś im przerwał.
-Chanel!- Hermiona chwyciła ją za ramię. Na jej twarzy malowała się panika.- Byłaś w jakimś transie! Przed dobre dwie minuty!
-Wszystko w porządku- powiedziała słabo blondynka.
Hermiona spojrzała ponad jej ramieniem na nauczyciela. Większość klasy również na nich patrzyła.
-Wszystko w porządku.- powtórzył Kai- Po prostu zobaczyła więcej.- popatrzył na Chanel jeszcze raz, po czym przeniósł wzrok na siedząc na biurku kotkę- Koniec zajęć!

AnnMari



wtorek, 8 października 2013

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Hejo!
Tym razem udało mi się dodać rozdział nieco szybciej z czego jestem bardzo zadowolona. Mam nadzieję, że wy też cieszycie, i że będzie wam się podobać.
Jest jedna rzecz, która mnie martwi. Pod ostatnim rozdziałem praktycznie nie było komentarzy. Zastanawiam się czy było to spowodowane tym, ze  notka wam się nie podobała. Proszę was o wyrażanie swojej opinii gdyż jest to dla mnie ważne. Dla was to tylko minuta czy dwie, a dla mnie największa motywacje do pisania.
Czytajcie, komentujcie!
Enjoy!

-A na końcu zawsze puszczają świetną piosenkę, niemającą nic wspólnego z fabułą, abyś była przekonana, że dobrze się bawiłaś na gównianym filmie- Draco naśladował gderanie Justina Timberlake’a z filmu.
-To JEST najlepsza komedia jaka oglądałam, więc mnie nawet nie denerwuj! I wiem, że Tobie też się podobała!
-Mila Kunis mi się podobała, a nie ten badziew- sprzeczał się z nią rozbawiony chłopak. Hermiona prychnęła w odpowiedzi.
-No i ten ich układ był całkiem niezły- dodał Ślizgon po namyśle- Chociaż, oczywiście dziewczyny zawsze muszą coś takiego spieprzyć.
-O przepraszam bardzo! On też się w niej zakochał!
-To jest film. W dodatku komedia romantyczna. To oczywiste, że się w niej zakochał. W prawdziwym życiu by to nie przeszło- wyłączył laptopa i podał jej płytę.
Hermiona wolała się nie odzywać. Sama doskonale znała skutki seksu z przyjacielem. Efekt był dokładnie taki jak opisał Draco. Ona się w nim zakochała, a on... no cóż.
Jakby na to nie patrzeć, mimo odmiennego gustu filmowego udało im się spędzić bardzo miły wieczór w swoim towarzystwie. Śmiali się i rozmawiali swobodnie, bez żadnego skrępowania czy niezręczności. Hermiona była tym faktem zarówno zdziwiona, jak i ucieszona. Wcześniej bała się, że nie będzie potrafiła znów być jego przyjaciółką, jednak dzisiejszy wieczór dał jej nadzieję na powrót do tego, co było przed ich seksem.
-Będę się już zbierać- przeciągnęła się, ziewając.
-Nie wygłupiaj się- mruknął Draco- Jest prawie 11. Chcesz żeby ktoś Cię złapał, jak będziesz szła do wieży Gryffindoru?
-Nie chcę się zwalać Chanel na głowę. Ona ma pisać wypracowanie, a jak tam pójdę to zaraz wciągnie mnie w jakąś konwersację o ciuchach, chłopakach albo Merlin wie czym jeszcze.
-No to śpij u mnie, przecież nie gryzę- uśmiechnął się szelmowsko.
Hermiona czuła jak robi jej się gorąco pod wpływem jego słów.
-Ostatnim razem to nie skończyło się za dobrze- wyszeptała. Atmosfera, którą stworzyli przez cały wieczór, uleciała niczym powietrze spuszczone z balonika. Chłopak zmarszczył brwi.
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi, Granger- powiedział siląc się na luźny ton
-Już tak kiedyś mówiliśmy- wyszeptała niepewnie
-Chyba wszystko sobie ostatnio wyjaśniliśmy. Daj spokój, Granger! Nawet Cie nie dotknę! No chyba, że chcesz układu jak w Twoim ulubionym filmie- poruszył sugestywnie brwiami, na co Hermiona nie mogła się nie roześmiać.
-Świetnie. No to postanowione!- uśmiechnął się do niej. Hermiona odwzajemniła gest, jednak, gdy Draco odwrócił się, szukając czegoś w szafie, przygryzła nerwowo wargi.
-Pójdę pierwsza do łazienki, ok?- powiedział Hermiona.
-Jasne. Masz- chłopka wręczył jej jeden ze swoich czarnych koszulek z krótkim rękawem.
-Dzięki.
Podczas gdy Hermiona brała prysznic Draco chodził po pokoju nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Zaczynał podejrzewać, że ma jakieś skłonności masochistyczne. Nie powinien był jej proponować noclegu. Zwłaszcza jeśli jedyne o czym potrafił myśleć, to aby być w niej... A mimo to zgodził się na ten debilny układ. Wiedział, że pożałuje zaraz po tym, jak ona wyjdzie z łazienki. Będzie zmuszony patrzeć na nią ubraną w jego ubrania ze świadomością, że nie może jej dotknąć. Jak mógł być takim idiotą i zaproponować jej przyjaźń wiedząc doskonale, że nie będzie w stanie być jej przyjacielem. Próbował zapomnieć. Znów zaczął umawiać się z innymi dziewczynami, ale to niczego nie zmieniło. Może poza tym, że seks z przypadkowymi laskami nie sprawiał mu już takiej przyjemności, jak kiedyś. Nie potrafił się powstrzymywać od porównywania ich do pięknej Gryfonki. Żadna nie była dla niego wystarczająco dobra. Poza tą jedną, której nie mógł mieć.
-Pieprzona przyjaźń- warknął zapalając papierosa.
Palił szybko, starając się odstresować. Przerwało mu skrzypnięcie drzwi. Szybko zgasił używkę i skierował swój wzrok na drzwi do łazienki. Hermiona wychodziła właśnie z pomieszczenia z przechyloną w bok głową, delikatnie odsączając ręcznikiem mokre włosy. Podniosła głowę i uśmiechnęła się do niego. Mokre loki gładko opadły jej na plecy. Koszulka sięgała do polowy ud odsłaniając długie, zgrabne nogi. Ten widok sprawił, że Draco głośno przełkną ślinę.
-Coś nie tak?- zapytała zdezorientowana Hermiona. Miała wrażenie, że w oczach chłopakach dostrzegła pożądanie. Jednak nie pasowało jej to do jego wcześniejszego zachowania.
-Wszystko w porządku, Granger. Wyglądasz całkiem seksownie w moich rzeczach- uśmiechnął się złośliwe, starając się pod maską ukryć prawdziwe uczucia. Wiedział, że mu się to udało. Był świetnym aktorem.
-Wiem- nieświadomie zaczęła grać w tą samą grę co on- Ja we wszystkim wyglądam seksownie, Malfoy- stali teraz dużo bliżej siebie. Nawet nie wiedzieli, kiedy się tak do siebie zbliżyli. Hermiona przeklinała w duchu, starając się nie dać po sobie poznać jak działy na nią jego słowa.
-Uważaj Malfoy, bo się przegrzejesz- mały uśmieszek pojawił się w kąciku jej ust. Z satysfakcją zauważyła, jak oczy chłopaka ciemnieją.
-Nie prowokuj mnie, maleńka- mruknął Draco i szybko udał się do łazienki. Potrzebował zimnego prysznica. Teraz.

***

Dźwięk budzika wyrwał Dracona ze słodkiego snu. Ze złością wymacał telefon leżący na szafce obok łóżka i wyłączył denerwujący alarm. Opadł z powrotem na poduszki jednocześnie przyciskając Hermione do siebie. Dziewczyna mruknęła przez sen. Chłopak wiedział, że jego przyjaciółka nienawidzi wcześnie wstawać i budzi się dużo później niż on. A w dodatku tej nocy, nie było dane jej się wyspać. Po tym, jak Draco wyszedł z łazienki leżeli razem na łóżku i gadali prawie do drugiej w nocy. Nie mogli przestać. Położyli się dopiero, kiedy Hermionie powieki same zaczęły się zamykać. Usnęła zwrócona plecami do chłopka i wtulona w jego klatę. On też spał spokojnie, obejmując ją ramieniem.
Pocałował ją delikatnie we włosy, nie chcąc jej zbudzić i wyszedł z łóżka, aby wykonać poranne ćwiczenia. Sport wszedł mu w krew, kiedy był dzieckiem. Jednak zawsze bardziej interesowały go ćwiczenia nad własnym ciałem niż Quidditch. Lubił biegać, a także podobały mu się mugolskie sporty. Zwłaszcza koszykówka i snowboard. Wolał to, niż latanie na miotle. Cieszył się, że nie jest już w drużynie. Przedtem spełniał oczekiwania ojca. Teraz mógł być sobą i robić to co lubił.
Hermiona skrzywiła się słysząc dźwięk budzika. Naciągnęła kołdrę na głowę, ale to nic nie dało. Z zamkniętymi oczami sięgnęła po leżący po poduszką telefon i wyłączyła alarm. Westchnęła przeciągając się na poduszkach. Zapach Dracona natychmiast przypomniał jej gdzie jest. Otworzyła szybko oczy i rozejrzała się po pokoju, jednak chłopaka nigdzie nie było. Usłyszała jednak szum wody, więc domyśliła się, że jest pod prysznicem. Na powrót zamknęła oczy i starała się zmusić się do wstania, jednak łóżko jej przyjaciela było zbyt wygodne i cieple, aby się z niego podnieść. Jęknęła i otuliła się szczelniej ciemno- zieloną kołdrą.
-Zwykle dziewczyny jęczą, kiedy jestem w łóżku- doszedł ją rozbawiony głos od strony łazienki.
-Ha ha- warknęła podnosząc się do pozycji siedzącej.- Ale jestem niewyspanaaaa- nie udało jej się stłumić ziewnięcia
-A wiesz, że mówi to każda dziewczyna wychodząca z tej sypialni- dalej się z nią drażnił
-Oj zamknij się, Malfoy- wreszcie udało jej się odrzucić pościel i wstać.
-Ktoś tu jest drażliwy- zaśmiał się – A przy okazji, łazienka jest już wolna. Nadal są tam Twoje kosmetyki, które zostawiłaś ostatnim razem.
-O jak dobrze!- ucieszyła się Hemriona.- Mógłbyś jeszcze zadzwonić do Chanel i poprosić żeby przyniosła mi świeże ubrania?
-Nie śpi już?- Draco zmarszczył czoło- Nie chce żeby potem się na mnie wściekała.
-Na pewno nie. Chanel również ćwiczy codziennie rano. W Miami wstawała żeby biegać, ale tutaj jest za zimno, więc przerzuciła się na różne ćwiczenia.
-Dobra, zadzwonię, a Ty się lepiej pośpiesz jeśli chcesz zdążyć na śniadanie.
Hermiona spojrzała na zegarek. Było wpół do 8. Szybko poszła do łazienki. Umyła twarz żelem i wyszczotkowała zęby szczoteczką, którą zostawiła tam poprzednim razem. Czesała właśnie włosy, kiedy usłyszała krótką rozmowę, śmiech i dźwięk zamykanych drzwi. Chwilę później rozległo się pukanie.
-Proszę- zawołała
-Chanel przyniosła Ci mundurek i buty- Draco podał jej papierową torbę.
-Dzięki- zaczęła wyciągać koszulę i bieliznę, kiedy dostrzegła, że chłopak nadal stoi w drzwiach.- Możesz już wyjść!
-Ej! To moja łazienka nie rozkazuj mi!- udawał poważnego, ale w jego oczach dostrzegła wesołe iskry.
-No to wyjdź ze SWOJEJ łazienki- zawołała starając się nie patrzeć na jego nagą, idealnie wyrzeźbioną klatę.
-Zrób zdjęcia, zostanie na dłużej- zaśmiał się Draco wskazując na swój tors.
-Pfff... Mówił Ci ktoś kiedyś, że jesteś strasznie pewny siebie?
-Dziękuję!
-To nie był komplement, Malfoy!- warknęła ze złością. Ten chłopak naginał jej granicę cierpliwości.-A teraz wypad! Chcę się w końcu ubrać!
-Ok, ok! Już znikam!
Kwadrans później Hermiona opuściła łazienkę już ubrana i pomalowana. Draco siedział na fotelu i czytał jakąś książkę.
-Możemy iść ?- zapytała chłopaka chwytając pasek swojej czarnej torby z książkami.
-Jasne- Draco również chwycił swoją torbę i zarzucił na ramię.
Ramię w ramię zeszli na śniadanie odprowadzani ciekawskim spojrzeniami uczniów.
-Cześć- zawołali jednocześnie, siadając przy stole Ślizgonów.
-Hej- Chanel pocałowała Hermionę w policzek.- Wyglądacie na trochę niewyspanych- uśmiechnęła się złośliwe.
Oczy całej paczki skierowały się na nowo przybyłą dwójkę.
-Nie patrzcie tak- fuknęła Gryfonka, wsypując cukier do kawy, którą właśnie nalał jej Malfoy -Oglądaliśmy film
-Wyluzuj, przecież nikt nic nie mówi- zaśmiał się Daniel, sugestywnie ruszając brwiami.
-Lecz się człowieku- stwierdził Draco kręcąc głową
-Co teraz mamy?- zapytała Rose
-Dwie godziny OPCM
Wszyscy jęknęli na wspomnienie wypracowania, które musieli napisać poprzedniego wieczoru.
-Ja mam oficjalnie dość tej szkoły- stwierdziła Chanel.- A zwłaszcza obrony. Na cholerę mi to potrzebne. A teraz jeszcze zapisaliście mnie, nie wiedzieć po co, na te dodatkowe zajęcia. Nie wiąże swojej przyszłości z magią, więc po co mam się uczyć.
-Na prawdę chcesz zostać tylko mugolską modelką?- zapytała Emma
-Zdecydowanie.- twarz blondynki rozjaśnił uśmiech.- Marzę o tym od kiedy byłam dzieckiem.
-To po co w ogóle postanowiłaś studiować magię ?- zainteresował się Daniel
-Układ z rodzicami. Mogę zostać modelką, ale mam zdobyć podstawowe umiejętności magiczne. Po szkole mogę robić co chcę. A wy? Myśleliście już nad tym co będziecie robić później?
-Ja chciałbym chyba studiować magomedycynę- stwierdził Daniel
-Wow. Trudny kierunek- Hermiona popatrzyła na niego z uznaniem.- Czeka Cię jeszcze długa droga po Hogwarcie.
-Wiem, ale jestem na to przygotowany. Długo się nad tym zastanawiałem. Podjąłem decyzję dopiero w zeszłym roku. Po bitwie o Hogwart, kiedy leczyliśmy rannych. To naprawdę daje dużą satysfakcję, kiedy możesz komuś pomóc.
Wszyscy pokiwali głowami na znak, że rozumieją.
-A ty, Rose?
-Nie jestem jeszcze na sto procent pewna, ale chyba chciałabym iść do Akademii Policyjnej. Podoba mi się w ogóle zawód aurora, ale to nie dla mnie. Wolałabym coś spokojniejszego. Wiecie, zwykłe patrole w magicznych ulicach, włamania, kradzieże i tym podobne. To coś dla mnie.
-Pewnie miałybyśmy okazje wtedy współpracować- uśmiechnęła się Emma- Ja postanowiłam iść w ślady rodziców i chcę pracować w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Ciepła posadka w ministerstwie, a do tego wizyty na sali sądowej.
-Uuuu... Trzeba będzie uważać co się robi, bo jak te dwie dobiorą się nam do skóry….- Draco udawał przerażenie.
-A co Draco? Już planujesz jakieś przestępstwa?
-Nie wiem co chcę robić po Hogwarcie. Kiedyś myślałem i karierze aurora, ale po wojnie mam dość.
-To co? Ciepła posadka w ministerstwie, w jakimś departamencie?- Chanel posłała mu zdziwione spojrzenie. Nie potrafiła wyobrazić sobie Ślizgona w takiej sytuacji.
-Nie, no co ty! Do tego też się nie nadaję. Nie mogę się nudzić, bo bardzo szybko wylądowałbym u Rose- puścił rudej dziewczynie oczko- może rozkręciłbym jakiś własny biznes? W końcu funduszy mi nie brak, a zawsze to bycie na swoim. Nie chciałbym być od kogoś zależnym.
-Ciekawe. No dobra, skoro już się tak spowiadamy to została jeszcze Hermiona i Blaise, który siedzi dziś jakoś cicho. Co jest stary?- Daniel i reszta popatrzyli na szatyna. Ten mruknął coś pod nosem. Właściwie to nie tylko teraz był milczący. Od dłuższego czasu mało się odzywał. W ogóle spędzał z nimi niedużo czasu, poświęcając się treningom Quidditcha. Grał na pozycji ścigającego i szykował się na mecz z Puchonami w nadchodzącą sobotę.
-Nie wiem co będę robić po południu, a Ty się mnie pytasz o przyszły rok?- spojrzał kpiąco na przyjaciół- Do tego czasu wszystko się może zmienić, więc może nie róbcie sobie zbyt wielkich planów i nadziei.- wstał- idę na lekcje- rzucił i szybko odszedł od stołu, pozostawiając lekko zaszokowanych przyjaciół.
-Co go znowu ugryzło?- zapytała zdziwiona Hermiona.
Spojrzenia wszystkich mimowolnie skierowały się na Chanel
-Nie patrzcie tak na mnie. Nic nie zrobiłam!
-Wiesz, kiedy to wszystko się zaczęło?
-Od tego czasu minęło już sporo czasu. A Blaise nie jest małym chłopcem. Nie jestem za nic odpowiedzialna. To on zachowuje się jak kretyn!
-Chanel nikt Cię nie wini..- zaczęła Emma jednak zawahała się. No bo czy to w końcu nie była prawda. Nikt poza Hermioną i Draco nie wiedział, co się tak naprawdę wydarzyło pomiędzy tą dwójką. Wiedzieli jedynie o tym, że Ślizgonka przespała się z Kai'em i od tego czasu stosunki jej i Diabła uległy gwałtownemu pogorszeniu.
-Skończmy ten temat- Hermiona przerwała krępującą ciszę- to sprawa Diabła. Nie będziemy tego teraz rozstrzygać. - rozejrzał się po sali na, której zostało już jedynie kilkunastu uczniów- powinniśmy już iść na lekcje.
Wszyscy przytaknęli, po czym zaczęli się zbierać.
***
Listopad mijał uczniom Hogwartu na lekcjach, pracach domowych, treningach i meczach Quidditcha (w którym Ślizgoni wygrali z Puchonami, a Gryfoni z Krukonami) oraz imprezach. Zanim się obejrzeli, pierwszy śnieg pokrył błonia. Wszyscy byli coraz bardziej podekscytowani nadchodzącymi świętami i powrotem do domu na ferie.
Jednak dla szóstych i siódmych klas grudzień wiązał się z czymś jeszcze. W pierwszy wtorek miesiąca miały się odbyć pierwsze zajęcia tajemniczego przedmiotu, o którym mówił dyrektor.
Wszyscy, którzy zapisali się na zajęcia coraz częściej dyskutowali na temat tej nowej magii, samych lekcji czy nauczycielki, która jeszcze nie pojawiła się w Hogwarcie.
-Nie mogę się już doczekać- Rose nie mogła się skupić na niczym przez większość dnia, wyczekując wieczornych lekcji.
-Dodatkowy czas spędzony w klasie! I za co, pytam się?- jęknęła Chanel- Jak dowiem się co za kretyn mnie wpisał, to zamorduję gołymi rękami.
-Czekaj Chanel, może akurat dowiesz się jak zrobić to w jakiś skuteczniejszy sposób- zaśmiała się Hermiona.
-Nawet mi nie mów!
-Chyba wiem kto Cię wpisał- mrukną Daniel
Wszyscy na niego spojrzeli. Ślizgon skinął głową w kierunku drugiego końca stołu, gdzie siedział Blaise ze swoją nową dziewczyną. Czytaj: dziewczyną, której pozwalał trzymać się blisko siebie, bo najwyraźniej była dobra w łóżku.
-Phi! Skoro tak, to szkoda mojej różdżki- zawyrokowała i zajęła się obiadem.
Reszta zamilkła. Wszyscy poważnie martwili się o Zabiniego, który przestał spędzać z nimi czas. Zamiast tego ciągle wymykał się ze szkoły i sypiał z różnymi dziewczynami. Opuścił się w nauce i rzadko bywał w swoim dormitorium na noc. Zarówno Draco jak i Daniel, a nawet Hermiona, próbowali z nim rozmawiać, jednak równie dobrze mogliby mówić do ściany. Tracili swojego przyjaciela. Mogli jedynie mieć nadzieję, że to jedynie krótkotrwałe ekscesy.
-To co, idziemy?- zapytał Rose, kiedy wszyscy skończyli obiad.
-Mamy jeszcze ponad pół godziny- powiedziała Emma
-No to co! Może uda nam się poznać tą nauczycielkę!
-Czy Ty przypadkiem trochę za bardzo się nie nakręcasz?- Daniel spojrzał na nią krzywo- Chociaż... Ta kobita będzie miała najwyżej 20 parę lat- uśmiechną się cwanie- może warto ją bliżej poznać.
-Jesteś obrzydliwy- Emma skrzywiła się z niesmakiem. Reszta dziewczyn również pokiwała głową
-Romans z nauczycielką to największa głupota, o jakiej słyszałam- przytaknęła ruda.
-No dobra, niech wam będzie- jęknął Willson.
-To co idziemy?
-Ja jeszcze skoczę do dormitorium odłożyć książki, Hermiona, wziąć też Twoje?- zapytał Draco
-O, dzięki- dziewczyna uśmiechnęła się do niego i podała mu ciężkie woluminy.
Nadal nie mogła się nadziwić, jak dobre relacje ma z Draco. Jeśli miała być szczera, to praktycznie przeprowadziła się do jego pokoju. A na pewno spała tam częściej niż w wieży Gryfonów.
Wszystko zaczęło się po wspólnie oglądniętym filmie. Po jednym pojawił się kolejny. Potem razem oglądali serial, następnie uczyli lub po prostu rozmawiali. Za każdym razem robiło się zbyt późno, aby Hermiona wracał do siebie. W pewnym momencie doszło do tego, że Draco musiał zrobić w szafie miejsce na jej ubrania. Zachowywali się jakby byli parą. Oczywiście bez seksu. Co dla obojga było flustrujące, jednak żadne się do tego nie przyznało, no bo przecież łączy ich „przyjaźń”.

Weszli do klasy na siódmym piętrze, którą wcześniej dyrektorka wskazała jako miejsce na zajęcia. Chętnych było tak dużo, że podzielono ich na cztery grupy. Ślizgoni z siódmego roku mieli zajęcia z Gryfonami, we wtorki i piątki.
Hermiona siadła z Chanel, Darco z Danielem, a Rose oczywiście z Emmą. Diabeł siedział nieopodal nich razem ze swoją głupią dziewczyną Vicki.
-Daj spokój, może być ciekawie- syknęła Hermiona do Chanel, która rozglądała się po klasie z grymasem na twarzy.
-Żeby chociaż jakiś przystojny facet nas uczył! Ale nie! Oni musieli dać jakaś kobietę!
-Może zrobili to specjalnie- zaśmiała się Hermiona unosząc brew.
W tej samej chwili do klasy weszła profesor Mcgonagall.
-Witam Was. Cieszę się, żę tak licznie pojawiliście się na tych zajęciach. Wasz nauczyciel za chwilę się pojawi. Mam nadzieję, że będziecie się pilnie uczyć i nie przyniesiecie wstydu naszej szkole- obrzuciła ich srogim spojrzeniem- tym bardziej, że dla waszego nauczyciela to pierwsze takie wyzwanie. Nigdy jeszcze nie uczył w szkole.
-On? Myślałem, że będzie nas uczyć kobieta?- powiedział zdezorientowany Harry
-Tak miało być panie Potter jednak nastąpiła zmiana planów. Pani Rock niestety nie jest w stanie wykonywać zawodu. Ale zapewniam was, że wasz nauczyciel jest równie.. kompetentny co pani Rock.- na policzkach profesorki pojawiły się rumieńce. Siódmoklasiści wymienili zaskoczone spojrzenia.
-Dobrze, a więc bez zbędnych wstępów przywitajcie waszego nauczyciela Kajetana Lockwooda.
Odpowiedzą na jej słowa był cichy, wywołujący dreszcze śmiech. Chanel poznałaby go wszędzie. Zacisnęła ręce w pięści, modląc się o pomyłkę albo halucynacje.
Ale nie.
-Wystarczy Kai, pani profesor.

AnnMari

wtorek, 1 października 2013

ROZDZIAŁ SZESNASTY

Kochani,
mam nadzieję, ze nie jesteście na mnie wściekli za to opóźnienie. Uprzedzałam, ze tak to niestety może teraz wyglądać :(
Rozdział nie jest taki jak chciałam. Tak właściwie to uważam, że jest beznadziejny, ale chciałam coś wstawić. Postaram się aby następny był lepszy jednak nic nie obiecuję ponieważ moja wena chyba zrobiła sobie wakacje :(
Rozdział z dedykacją dla Carino, która czekała z niecierpliwością na powrót "Złego Malfoya"

Zapraszam do czytania i komentowania!


Doświadczyliście kiedyś uczucia, że wszystko jest nie takie jak powinno, mimo że od zewnątrz wygląda zwyczajnie? Właśnie tak poczuła się Hermiona siadając w poniedziałek rano przy stole Ślizgonów.
Na ich zwykłym miejscu siedzieli jedynie Draco, Emma i Rose.
-Cześć piękna. Jak minęła Ci noc?- Draco nalał jej kawy, kiedy zajęła miejsce obok niego. Robił tak niezliczoną ilość razy od początku roku, jednak tego dnia jedyne co poczuła to ból i irytacja. Nie mogła jednak dać tego po sobie poznać. Zgodziła się na jego warunki,  tak jak wcześniej on zgodził się na jej.
- A całkiem przyjemnie- uśmiechnęła się do niego szeroko- Wyspałam się- kolejne kłamstwo. Przez prawie cała noc nie zmrużyła oka. Swój wygląd zawdzięczała zaklęciu i korektorowi pod oczami.
-Czy ktoś widział Chanel?- siliła się na spokój smarując tost dżemem
-Byłyśmy u niej przed przyjściem tutaj- Rose spojrzała na swoje śniadanie. Przełknęła łyżkę owsianki.
-I?
-Powiedziała, żebyśmy poszły przodem- dopowiedziała Emma-i,  że za chwilę do nas dojdzie. Martwię się o nią.
-Widziałyście się z nią?- zapytała brunetka.
-Nie. Weszłyśmy do jej pokoju, ale brała akurat prysznic. Jej sypialnia…. Wyglądała strasznie- Rose pokręciła głową. Ja i Draco spojrzeliśmy na dziewczyny z zaciekawieniem i przerażeniem.
-Co to znaczy „strasznie”?- Draco zmarszczył brwi.
-Po prostu. Wszędzie były porzucane ubrania, buty, jakieś magazyny.
-Nie mówiąc już o ilości petów. Tam było siwo Hermiono. Nie mogę sobie nawet wyobrazić, ile ona wypaliła papierosów.
Gryfonka przełknęła ślinę. Po tym co usłyszała, naprawdę poważnie zaczęła się martwić.
-Chyba lepiej jak do niej pójdę- zaczęła się podnosić z miejsca, kiedy Draco złapał ja za nadgarstek. Popatrzyła na niego zdezorientowana.
-Chyba już nie musisz- wskazał głową na wejście do w Wielkiej Sali.
Hermiona podążyła za jego spojrzeniem. Przez drzwi właśnie przeszła panna Morison we własnej osobie. Wyglądała… normalnie. Albo jeszcze lepiej niż zwykle. Jej włosy błyszczały w wpadających przez okno promieniach słońca. Szła pewnym krokiem, wyprostowana, lekko poruszając biodrami niczym na wybiegu. Jej spódniczka od mundurka była oczywiście skrócona. Na nogach miała wysokie, kończące się za kolanami, czarne zakolanówki i czarne pantofle na wysokim obcasie. Biała koszula była zapięta pod samą szyję, a krawat w barwach Slytherinu idealnie zawiązany. Torba szkolna kołysała się na jej ramieniu w rytm jej kroków. Jednak największym zaskoczeniem dla Hermiony była twarz blondynki. Widniał na niej cudowny uśmiech. Dziewczyna śmiała się, rozmawiając wesoło z jednym ze Ślizgonów z ich roku. po chwili pożegnała się z nim i podeszła do swoich przyjaciół, którzy śledzili tę scenę w milczeniu.
-Cześć! Co tak patrzycie?- zapytała wesoło, kiedy już pocałowała Hermionę w policzek i zajęła miejsce obok niej.- Mam coś na twarzy?
-Chanel- Rose zaczęła niepewnie- Jak się czujesz? Wszystko w porządku?
-Oczywiście, że tak- uśmiechnęła się nalewając sobie kawy- Dlaczego miałoby nie być? Och! Chodzi wam o ten bałagan w moim pokoju? Nie martwcie się, już wszystko posprzątałam.
Hermiona nie odzywała się, kiedy dziewczyny zaczęły rozmawiać. Zauważyła jedynie, jak Chanel bardzo szybko schodzi z tematu swojej osoby, wciągając je w rozmowę o najnowszych szkolnych skandalach wyciąganych przez Miss Secrets.
Starała się nie patrzeć na Dracona, który czytał aktualnie swój podręcznik do eliksirów.  Westchnęła po czym zajęła się tym samym co blondyn.
Na śniadaniu nie pojawił się ani Daniel ani Blasie, jednak nie przejmowali się tym, ponieważ obydwu zdarzało się to już wcześniej.
                                                                                              ***
Hermiona szła uśmiechnięta obok Dracona ulicami Londynu. Byli w pobliżu London Eay.  Śmiali się z jakiejś anegdotki, kiedy nagle chłopak zatrzymał się gwałtownie. Ponieważ trzymał ją za rękę, ona również przystanęła.
-Co się stało Draco?- zapytała niepewnie. Chłopak jednak nie odpowiedział. Wpatrywał się intensywnie w coś przed nimi. Na jego ustach ponownie pojawił się uśmiech. Ruszył przed siebie ciągnąc ją za sobą.
-Hej! Jak miło Cię widzieć!- powiedział wesoło w kierunku jakiejś postaci skrywającej się pośród licznych mieszkańców i turystów.
-Cześć!- ten głos Hermiona poznałaby wszędzie. Jej mięśnie spięły się momentalnie. Mocniej ścisnęła dłoń Dracona. Wtedy rozmówca Ślizgona wyszedł z tłumu. Wyglądał tak przystojnie i  niesamowicie, jak go zapamiętała. Jasno- brązowe włosy miał zmierzwione, w ten niegrzeczny sposób tuż- po- seksie. Muskularne ramiona opinała skórzana kurtka, pod którą miał szara koszulkę. Ściągną swoje czarne Ray-Bany i posłał Hermionie cwaniacki uśmieszek. W jego miodowych oczach widziała niebezpieczne iskry.
-Witaj Maleńka. Trochę minęło.
Z przerażeniem spojrzała na Malfoya, szukając u niego pomocy, jednak na jego ustach wykwitł wredny uśmiech. Ten, który widywała w przeszłości, kiedy jeszcze byli wrogami.
-Nie przywitasz się z dawnym kolegą?- zapytał złośliwie blondyn, po czym puścił jej dłoń i popchną ją w kierunku drugiego chłopaka.
-Nie! Ja nie chcę!- próbowała krzyknąć, ale żaden dźwięk nie opuścił jej gardła. Była coraz bliżej chłopaka, którego nie chciała widzieć już nigdy więcej. Poczuła jego ręce na swoich ramionach. Jej ciałem wstrząsną szloch, kiedy starała się go odepchnąć....
Hermiona usiadła gwałtownie na łóżku. Dobre kilka minut zajęło jej przypomnienie sobie, gdzie jest.
Hogwart. Wieża Gryfonów. Jej dormitoriu.
Przetarła twarz dłonią i opadała z powrotem na poduszki. Była totalnie wykończona. Koszmar z jej eks śnił się jej już którąś noc z rzędu. Za każdym razem był tak samo przerażający. Minęło jednak trochę czasu, zanim zdała sobie sprawę, dlaczego taki był. Nie bała się przecież swojego byłego chłopka. Bardziej niepokoiło ja zachowanie Draco w tym koszmarze. Chłopak był tam bowiem zimny i obojętny. Doskonale wiedział kim była tamta osoba, a mimo to popchną ją w jej kierunku.
Wzdrygnęła się, przypominając sobie uśmiech blondyna ze snu. Tak jakby znów mieli po 14 lat. Ona była szlamą, a on arystokratą.
Gryfonka nie wiedziała dlaczego koszmary zaczęły męczyć ją właśnie teraz. Już od bardzo dawna nie myślała o swoim byłym.
Co do jej stosunków z Draco... to był już inny problem.
Od czasu, kiedy zdecydowali, ponownie warto dodać, być jedynie przyjaciółmi minęło kilkanaście dni. Ich stosunki były poprawne. Nadal wspólnie się uczyli, jadali, spędzali czas. Jednak temu wszystkiemu towarzyszyły jakieś dziwne uczucia.
Pierwszy szok nastąpił, kiedy tydzień po ich rozmowie w Pokoju Życzeń Hermiona zobaczyła Dracona na korytarzu, flirtującego bezczelnie z jakąś panienką. Jeszcze tego samego wieczoru, całowali się w Pokoju Wspólnym Ślizgonów, aby potem zniknąć w jego sypialni. Po tym wydarzeniu Gryfonka była tak wściekła, że unikała go przez następne dwa dni, aby nie zobaczył jak bardzo jest zazdrosna.
-Sama jesteś sobie winna- mówiła jej wtedy Chanel- Mogłaś mu powiedzieć co do niego czujesz, kiedy miałaś ku temu okazję.
-To on pierwszy wypalił z tą pieprzoną przyjaźnią- syknęła brunetka obserwując jak pewien blondwłosy arystokrata wsadza tej dziewczynie język do ust- Poza tym, co miałam niby powiedzieć!? Ej! Sorry, ale ja jestem w Tobie....?- wzdrygnęła się na samą myśl.
-Żeby nie było „a nie mówiłam”- zaznaczyła Chanel pochylając się nad swoim Ipad'em, tym samym kończąc rozmowę. Co chwilę podnosiła jedynie głowę, aby posłać zalotne spojrzenie grupce chłopaków z ostatniego roku.
Wróciła stara Chanel. Bez dramatów, i jak ona to nazywała, „zbędnych” uczuć. Ku zdziwieniu  Hermiony nadal przyjaźniła się z Zabinim. Chociaż słowo przyjaźń niespecjalnie tu pasowało. Chłopak bowiem, unikał jej jak tylko mógł. Podobnie jak Chanel wrócił do swojego dawnego stylu życia. Na nowo zaczął podrywać dziewczyny i imprezować.
Ta Ślizgońska trójka dostarczała gazetce Spotted aż nadto upragnionych plotek. Nikt jednak nie wiedział, co przyczyniło się do tego. Miss Secret prześcigały się w wymyślaniu coraz to nowszych teorii.
Hermiona już dawno nauczyła się ignorować głupie redaktorki. Jedyne nad czym się zastanawiała,  to kim mogły być tajemnicze dziewczyny. Jednak im bliżej było do grudnia, tym mniej czasu miała na zastanawianie się nad tym. Zbliżały się egzaminy semestralne, więc więcej czasu poświeciła nauce, co pozwalało się jej oderwać od przykrych myśli.
Z ust Hermiony wyleciało kolejne westchnienie, kiedy wygrzebała swój telefon spod poduszki i spojrzała na godzinę. 3.07. To nie była dobra pora, aby się wstać i uczyć. Rano czekały ją dwie godziny OPCM i wolała być wyspana. Jednak była w pełni świadoma tego, że raczej już nie zaśnie. Nie, będąc roztrzęsioną po tamtym śnie.
Przewróciła się na brzuch i przejechała dłonią po poduszce.
-Jak dobrze byłoby mieć obok Draco- ta myśl uformował się w jej umyśle zanim zdążyła ją zatrzymać. Była to myśl niechciana, jednak bez wątpienia nie mogła jej zaprzeczyć. Każdego dnia wyrzucała sobie, że nie zatrzymała chłopaka tamtego dnia w Pokoju Życzeń, że nie powiedziała mu prawdy o swoich uczuciach. Za każdym razem, gdy budziła się po tym koszmarze, marzyła, aby Draco był przy niej. Aby zapewnił, że wszystko będzie dobrze.
Leżała przez kilkanaście minut wpatrując się niewidzącym wzrokiem w poduszkę obok siebie. Nagle ją olśniło. Był sposób aby porozmawiać z Draco. Aby ją pocieszył. Może nie do końca taki jaki by sobie życzyła, jednak lepsze to niż nic.
Szybko złapała za swój telefon i odszukała odpowiedni numer. Z konsternacją zauważyła, że wciąż ma zapisanego chłopaka jako Scorpius. Uśmiechnęła się pod nosem. To było dokładnie to, czego potrzebowała.
                                                                                              ***
Draco otworzył oczy niepewny, co wyrwało go ze snu. W końcu zauważył świecący ekran telefonu leżącego nieopodal. Zegar stojący na stoliku przy łóżku wskazywał kilkanaście minut po trzeciej nad ranem.
-Kto do kurwy nędzy mógłby pisać o tej porze- przemknęło mu przez myśl. Zignorował wiadomość. Cokolwiek by to nie było, mogło poczekać do rana. Nagle w jego głowie coś kliknęło. Podniósł się gwałtownie do pozycji siedzącej i złapał za urządzenie.
-Draco?- chłopak rozejrzał się. Jego wzrok padł na leżącą obok niego, nagą dziewczynę- Coś się stało?
-Miało Cię tu nie być rano- warknął ze złością. Zupełnie o niej zapomniał. Piękna brunetka uniosła brwi.
-Jest 3 w nocy.
-No właśnie, a ja już nie śpię, więc Ciebie też nie powinno tu być- nie patrzył na nią. Skupił się na wprowadzaniu hasła, aby odblokować Iphona.
Niezadowolona dziewczyna zsunęła się z łóżka, zasłaniając nagie piersi.
-Jeszcze tu jesteś?- zapytał Draco. Jego towarzyszka właśnie ubierała buty.
-Już wychodzę- syknęła, po czym opuściła pomieszczenie z głośnym hukiem zatrzaskując drzwi.
Malfoy nie przejął się tym. Szybko odczytał maila. Nie pomylił się. Wiadomość została nadana z numeru Granger.
Od: Olivia
Śpisz?
Draco uśmiechną się pod nosem
Do: Olivia
Skąd ten pomysł? :D
Po chwili zdecydował się wysłać kolejną wiadomość
„A Ty czemu nie śpisz?”
Od: Olivia
Miałam koszmar. Chyba potrzebuję z kimś pogadać
Do: Olivia
Co Ci się śniło?
Tym razem musiał czekać zdecydowanie dłużej na odpowiedź. Zaczynał się już niecierpliwić, jednak w końcu telefon zawibrował.
Od: Olivia
Nie chcę o tym mówić. Potrzebuję zapomnieć. Masz jakiś pomysł? I bez ŻADNYCH podtekstów, proszę :D
Jak ona dobrze mnie zna- uśmiechnął się Draco pod nosem
Do: Olivia
No coś ty! Jakie podteksty?! Nie mam pojęcia o co Ci chodzi!
Zaśmiał się. Odpowiedź przyszła natychmiast. Już wiedział, że nie dane będzie mu się wyspać tej nocy. Jednak, z jakiegoś powodu, wcale tego nie żałował.
                                                                                              ***
Następnego ranka Hermiona była lekko nieprzytomna. Przez pierwszą część nocy dręczyły ją koszmary. Przez drugą gadała z Draco, wysyłając maile. Położyła się na nowo dopiero o 6 rano. Budzik zadzwonił półtorej godziny później. Jednak mimo tego, że oczy praktycznie się jej nie otwierały, nie żałowała tego czasu.
-Coś Ty robiła w nocy?- zapytała Chanel- Wyglądasz koszmarnie!
-Jak zwykle szczera do bólu- prychnęła Hermiona, nalewając sobie kolejną filiżankę kawy. Wyjątkowo źle znosiła nieprzespane noce.
-Nie jest aż tak źle- wtrącił się Daniel, uśmiechając się pokrzepiająco do Gryfonki. Podsuną w jej stronę talerz, na którym leżały dwa tosty, parówka i jakieś warzywa. Obok postawił szklankę soku pomarańczowego.
-Zjedz to. Nie chcę, żebyś zemdlała tak jak w zeszłym tygodniu Emma.
-Przestaniesz mi to w końcu wypominać?- jęknęła ruda- Po prostu się nie wyspałam...
-Wypiłaś hektolitry kawy i nic nie jadłaś.- dokończyła za nią Rose.
-Nic mi nie jest! Przestańcie w końcu truć!
-Właśnie, dajcie jej spokój. Każdemu mogło się zdarzyć- do rozmowy wtrąciła się Chanel.
-Ale, to nie był PIERWSZY raz- zaznaczyła Rose.. Wszyscy spojrzeli na nią z zaskoczeniem.
-Jak to?- zaczął się dopytywać Daniel.
Emma posłała Rose wściekłe spojrzenie, jednak ta zignorowała przyjaciółkę. Już otwierała usta, aby opowiedzieć im co się wydarzyło, kiedy przy ich stole pojawiła się profesor McGonagall.
-Dzień dobry- powiedziała ściągając usta.
-Dzień dobry- odpowiedzieli chóralnie Ślizgoni plus Hermiona.
-Szukałam Cię przy stole Gryfonów, jednak Twoi przyjaciele powiedzieli mi, że powinnam się raczej udać tutaj- postawiła nacisk na słowo przyjaciele. Najwyraźniej, nie była zachwycona, widząc swoją najlepszą uczennicę w gronie uczniów Domu Węża.
-Czy coś się stało pani profesor?- zapytała Hermiona. Nie dała po sobie poznać, że słowa nauczycielki w jakikolwiek sposób na nią wpłynęły. Jeśli miała być jednak szczera, była wściekła. Miała dość tego, ze vice- dyrektora coraz bardziej wtrąca się w jej życie prywatne, przy każdej możliwej okazji napominając gdzie jest jej „miejsce”.
-Zbieram listy uczniów, którzy zapisali się na dodatkowe zajęcia.
-Ach tak! Oczywiście- Hermiona pochyliła się nad swoją torbą i zaczęła szukać odpowiednich kartek. Niestety nigdzie nie mogła ich znaleźć.
-Hmm... Pani profesor, chyba zostawiłam je w dormitorium, czy mogłabym je przynieść na transmutację?- zapytała niepewnie, jednocześnie przeszukując w myślach wszystkie pomieszczenia, w których była poprzedniego dnia. Swoje dormitorium, klasy, Salon Ślizgonów, Pokój Wspólny Gryfonów... Była pewna, że pakowała listę do torby. Najwyraźniej się myliła.
-Mówiłam wczoraj, że pozbieram listę dziś rano- syknęła nauczycielka.
-Dzień dobry pani profesor- obok kobiety pojawił się uśmiechnięty Draco.
-Witam panie Malfoy. Mam nadzieję, że ma pan dla mnie listę uczniów chętnych na dodatkowe zajęcia.
-Oczywiście!- Darco wprost tryskał optymizmem- Mam jeszcze listę Gryfonów. Hermiono- zwrócił się do brunetki, która otworzyła szeroko oczy- zostawiłaś wczoraj swoją listę w bibliotece!
-Och!- cała paczka doskonale wiedziała, że Hermiona nie była poprzedniego dnia w bibliotece, a wieczór spędziła na jednym z wygodnych foteli w lochach.- Rzeczywiście, dziękuję Draco- uśmiechnęła się do blondyna, jednocześnie przypominając sobie ich nocne rozmowy.
Profesor McGonagall zacisnęła usta w wąską kreskę, wzięła kartki z dłoni Malfoya i odeszła szybkim krokiem.
-Stara ropucha- westchną Draco opadając na krzesło.
-Widzieliście jej minę po tych uprzejmościach?- zaśmiał się Daniel- Ona chyba nadal uważa, że jedyne co możemy wspólnie robić, to obrzucać się wyzwiskami.
-I już pewnie zawsze będzie tak myśleć- zawyrokowała Rose kręcąc głowa.
                                                                                              ***
-Jak to, już skończyliście?- Chanel jęknęła patrząc jak Draco i Hermiona odkładają swoje pióra, i zwoje wypełnione zadaniem z OPCM. Stary Nietoperz dowalił im wypracowanie na dwie rolki pergaminu, ponieważ jak stwierdził: „Nie wszyscy są wystarczająco zainteresowani lekcją”. Tyczyło się to oczywiście pewnego zabójczo przystojnego blondyna i pięknej Gryfonki.
-Tak w ogóle, to powinniście nam to napisać jako rekompensatę!- zawarczał wściekły Zabini.
-Nie przesadzajcie. Temat jest prosty- stwierdził Draco
-I przyda wam się to do egzaminów- Hermiona przeciągnęła się leniwie.  Było stosunkowo wcześnie. W Salonie Ślizgonów było mnóstwo ludzi, którzy śmiali się, gadali czy odrabiali pracę domową.
-Czuję się jak niewolnica- zajęczała ponownie Chanel- Czy jesteście całkowicie pewni, że dobrze zrobiliśmy zapisując się na te dodatkowe zajęcie? Będziemy mieć jeszcze więcej roboty!
-To nie jest oceniany przedmiot- zaznaczyła brązowowłosa.- Masz na tym skorzystać, a nie traktować to jako karę. Poza tym dobrze Ci to zrobi.
Chanel prychnęła.
Rose, Emma i Daniel nie brali udziału w tej wymianie zdań. Byli zdecydowanie oburzeni faktem, że zostali ukarani za rozmowy dójki swoich przyjaciół.
-Masz ochotę coś oglądnąć? Jakiś film?- wyszeptał Draco do ucha Hermionie. Dziewczyna poczuła jak przechodzi ją dreszcz, kiedy poczuła jego ciepły oddech na swoim policzku.
-Jasne- odparła. Mimo wszystko, pomysł bardzo jej się spodobał- Masz laptopa?
-Tak. A masz jakieś filmy?
-Chanel ma kilka fajnych komedii.
Draco zmarszczył brwi slysząc „komedie”. Osobiście miał ochotę na jakiś horror albo thriller.
-A nie możemy oglądnąć czegoś innego? Na przykład jakiegoś filmu akcji?
-Daj spokój, potrzebuję się odstresować. Proszę...- zrobiła słodką minkę. Draco westchnął, jednak nie był w stanie jej odmówić.
-Dobra niech będzie. Idź po ten film, poczekam u mnie.
-Jak to u Ciebie?- Hemriona poczuła, jak robi jej się gorąco. Sam na sam, z nim? W jego sypialni? To nie brzmiało zbyt dobrze. Kątem oka zobaczyła znaczące spojrzenie Chanel.
-A gdzie chcesz oglądać? Przecież tu musielibyśmy podpiąć słuchawki, a to bez sensu.
-No... dobra- wyjąkała. Szybko udała się do pokoju swojej przyjaciółki. Nawet nie zauważyła, że blondynka idzie za nią.
-Mam dla was idealny film- zaśmiała się radośnie, po czym zaczęła czegoś szukać w szufladzie.
 -Aż się boję pytać- jęknęła Hermiona- Co ja mam zrobić?- zapytała, gdy Chanel wepchnęła jej w dłoń prostokątne pudełko z płytą.
-Wykorzystać sytuację- Ślizgonka uśmiechnęła się przebiegle.
W sypialni Draco przywitał ją zapach pop-corn'u. Chłopak siedział na łóżku, oparty o zagłówek. Poklepał  miejsce obok siebie, dając jej znak aby usiadła. Pomiędzy nimi położył laptopa. Na tapecie miał zdjęcie całej ich paczki, zrobione podczas imprezy na początku roku.
-Co oglądamy?- zapytał
Hermiona dopiero teraz spojrzała na pudełko i poczuła jak zalewa ja fala gorąca.
Zabiję Chane l- pomyślała .
-”Friends with benefits”

AnnMari


wtorek, 17 września 2013

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Kochani!
Wybaczcie, że kazałam Wam tak długo czekać, ale niestety nie miałam sposobności dodać rozdziału wcześniej. Uprzedzałam Was, ze tak będzie.
Nie będę się dziś rozpisywać. Dodaje tę notkę na szybko więc nie jestem pewna jej poprawności. Mam nadzieję, ze jakoś przebolejecie ewentualne błędy.
Jak pewnie zauważyliście pojawił się nowy szablon. Mam nadzieję, ze Wam się podoba bo mnie bardzo :D
Rozdział   betowała jak zwykle Carinio- uściski dla Ciebie Skarbie!
Zapraszam do czytania i komentowania!
Enjoy!

W niedzielę po imprezie większość Ślizgonów pojawiła się w Wielkiej Sali dopiero na drugim śniadaniu.
Emma, Rose i Daniel siedzieli już na swoich miejscach, czekając na przyjaciół. Dziewczyny dyskutowały zawzięcie na temat wszystkich plotek, które usłyszały w nocy i tych, które pojawiły się dopiero rano. Były tym pochłonięte bardziej niż zazwyczaj. Dlaczego? Otóż chyba rankiem, gdy uczniowie Howartu przebudzili się, każdy zobaczył na swoim łóżku niewielką gazetkę. Nosiła ona tytuł „Spotted”. W środku znalazły się różne bardzo ciekawe hmm… informacje oraz zdjęcia.
Daniel przyglądał się leżącej przed Rose gazetce z wyraźną niechęcią.
-Czym Wy się tak podniecacie?- spytał- Przecież to jest obrzydliwe
-Co jest obrzydliwe?- zapytała Hermiona, która właśnie podeszła do stołu razem z Chanel i Draco.
-Nie widzieliście?- Emma podała Gryfonce gazetkę- To pojawiło się dziś chyba w całej szkole.
Trójka nowo przybyłych pochyliła się nad papierem, który trzymała brunetka. Z szeroko otwartymi oczami oglądali magiczne zdjęcia różnych osób z wczorajszej imprezy. Każde zdjęcie miało mniej lub bardziej złośliwy komentarz. W końcu dotarli do zdjęcie naburmuszonego Diabła siedzącego na kanapie.

„Diabełek coś nie w humorze. Czyżby miało to jakiś związek z Chanel, która nie zaszczyciła imprezowiczów swoją obecnością? Nie martwcie się, będziemy śledzić te sprawę” głosił komentarz.
Kolejne zdjęcie przedstawiło Hermione niesioną przez Draco.

„Czyżby kolejna wizyta panny Wiem-To-Wszystko-Najlepiej w sypialni zabójczego arystokraty?”

Ostatnie zdjęcie zadziwiło ich najbardziej. O ile poprzednie fotki można było bez problemu wykonać, to nie mieli pojęcia, skąd autorzy wzięli zdjęcie Chanel, kiedy oddalała się od tajnego przejścia z Hogsmade. Dziewczyna była odwrócona tyłem, jednak bez problemu można było ją rozpoznać po budowie ciała i długich, blond włosach.

„Widziano: Chanel Morison wracająca nad ranem do szkoły. Gdzie spędziła noc najbardziej pożądana dziewczyna Hogwartu?”

Chanel zaczęła się krztusić kawą, którą aktualnie piła. Szybko wyrwała Hermionie gazetkę i spojrzała na informacje na odwrocie.

„Podobało się wam, kochani? Będzie tego więcej. No bo któż nie kocha plotek ;)
Jeśli macie dla nas jakieś ciekawe informacje, zostawcie je w toalecie Jęczącej Marty. Zostawcie te gazetki, newsy będą się pojawiały na nich codziennie rano. Chyba, że będzie to coś godnego natychmiastowego ukazania, w tedy zobaczycie to szybciej niż myślicie!
Kim jesteśmy? Pewnego dnia się tego dowiecie. Ale jeszcze nie teraz.
Pokochacie nas!
Buziaczki
Miss Secrets „
-No, no, no- zacmokała Chanel niepewnie- Ta szkoła okazuje się być znacznie ciekawsza niż myślałam.
Hermiona spojrzała na przyjaciółkę. Makijaż i uniesiona wysoko głowa ukrywały skutki ciężkiego poranka i spaceru w burzy. Mimo to panna Granger wiedziała, że blondynka jest całkowicie rozbita emocjonalnie. Dopiero po długiej kąpieli, niewielkiej dawce eliksiru pieprzowego i przeciwbólowego była w stanie dokładnie opowiedzieć Gryfonce co się stało poprzedniego dnia. Zaczynając od jej wizyty pod studiem i kończąc na kłótni z Zabinim. Długo namawiała ją na wyjście z łóżka i udanie się na posiłek. Zgodziła się dopiero w tedy, kiedy Draco przyszedł zobaczyć jak się czuje, informując przy okazji, że Blaise nie wybiera się na drugie śniadanie. Draco poczekał cierpliwie w pustym salonie, aż dziewczyny doprowadzą się do porządku i razem ruszyli do Wielkiej Sali.

W głowie Ślizgona pojawiło się jeszcze mnóstwo pytań odnoście tego co właśnie przeczytał. Rozglądnął się po sali zdając sobie sprawę, że notka wzbudziła poruszenie nie tylko przy stole Slytherinu, ale w całej szkole. Uczniowie byli bardziej rozgadani niż zwykle, pokazywali sobie wybrane strony gazetki i patrzyli bezczelnie na tych, którzy znaleźli się na zdjęciach.
-Nie ma co się tym przejmować- stwierdziła Hermiona- Szybko im się znudzi. A nawet jeśli nie, można przecież iść z tym do nauczycieli.
-Jestem bardzo ciekawa, kto porwał się na coś takiego- zamyśliła się Emma
-To nie są przypadkowe osoby, którym się nudziło- stwierdził Daniel- Takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. Ktoś musi mieć w tym jakiś cel.
-Hmmm… Możesz mieć racje.- Draco skiną głową, jednak myślami był już gdzie indziej. Wziął gazetkę z rąk Chanel i zaczął ją przeglądać. W końcu znalazł to czego szukał. Na jednym zdjęciu widoczny był Puchon, który podał Hermionie D.Z. Malfoy zamyślił się. Powiedział już o wszystkim Zabiniemu. Teraz przyszedł czas na Willsona.
Spojrzał na Hermionę. Mówiła cos cicho do Chanel, co jakiś czas podgryzając tosta. Wyglądała tak jak zazwyczaj, piękna i pociągająca. Jednak znał ja na tyle dobrze, aby widzieć jak bardzo martwi się o swoją przyjaciółkę. Nie wiedział, co wydarzyło się między Chanel, a tatuażyastą jednak sytuacja, o której opowiedział mu Diabeł wystarczyła, aby doprowadzić dziewczyny do takiego stanu.
Zauważył, że Rose posyła mu pytające spojrzenie przechylając lekko głowę w kierunku Chanel. Draco wzruszył ramionami i pokręcił ledwo zauważalnie głową. Ślizgonka skinęła dając do zrozumienia, że rozumie. Chłopak uśmiechnął się do niej. Nie chciał nic mówić, dopóki Chanel sama się na to nie zdecyduje. To była w końcu jej sprawa, a on nie był upoważniony do mówienia czegokolwiek.
Po przeczytaniu gazetki, w miejscu gdzie siedziała paczka znajomych zapanowała cisza. Atmosfera była ciężka. Chanel była zasępiona i ledwo tknęła swoje tosty. Hermiona w skupieniu przeglądała gazetkę celując w nią różdżką. Rzuciła kilka prostych zaklęć. Nie udało jej się jednak dowiedzieć niczego poza tym, że na papier nałożono linie wieku tak, aby tylko osoby poniżej dwudziestego roku życia mogły ja przeczytać.
Draco pochłonięty był swoimi myślami. Daniel wpatrywał się w Emmę, która wyjątkowo jadła w milczeniu. Rose również czytała swoją gazetkę. Nieme pytania wisiały w powietrzu:
Gdzie Chanel spędziła noc?
Dlaczego Hermiona znów spała u Dracona?
Czy coś wydarzyło się pomiędzy Emmą i Danielem, którzy przetańczyli ze sobą prawie całą noc?
Kim był tajemniczy chłopak, z którym została sfotografowana Rose?
Gdzie jest Blaise?
Każdy z obecnych miał jakąś małą tajemnicę. Niestety, tajemnice nie służą przyjaźni.
Cisza została przerwana przez charakterystyczne pikanie dobiegające z kieszeni Chanel. Wszyscy na nią spojrzeli. Zdziwiona dziewczyna wyciągnęła telefon. Nie miała pojęcia, kto mógłby do niej dzwonić. Spojrzała na wyświetlacz i zamarła. Na jej twarzy pojawiło się przerażenie połączone z zaskoczeniem.
-Co się stało?- zapytała Hermiona, bacznie obserwując przyjaciółkę. Telefon ucichł.
-Ja… ja…- Chanel jąkała się nadal patrząc z niedowierzaniem na ekran. Gwałtownie się podniosła wypuszczając z ręki komórkę, która upadła na stół- Ja muszę iść…
Hermiona podniosła się szybko, chcąc jej pomóc.
-Nie!- blondynka zatrzymała przyjaciółkę ręką- Hermiona, proszę zostań. Ja… muszę pobyć sama… ja…- nie powiedział już nic więcej. W jej oczach błysnęły łzy. Obróciła się na pięcie i szybko opuściła salę.
Hermiona wzięła do ręki telefon przyjaciółki i spojrzała na listę nieodebranych połączeń. Przyłożyła sobie rękę do ust, nie wierząc w to, co widzi.
-Chyba pójdę się przejść.- powiedziała cichym głosem w kierunku przyjaciół.-Daniel, Draco, proszę przypilnujcie, żeby Diabeł nie napatoczył się na razie na Chanel- poprosiła chłopców na odchodnym.
-Draco, o co tu chodzi?- zapytała Emma
Zapytany westchnął.
-Wszyscy wiemy, gdzie poszła wczoraj Chanel, biorąc pod uwagę, że wróciła nad ranem, wniosek chyba nasuwa się sam- powiedziała Rose. Daniel i Emma nie odpowiedzieli. W głębi duszy wszyscy wiedzieli co się stało. Nieobecność Diabła na posiłku była tylko kolejną częścią mechanizmu, który z Chanel uruchomili w studiu.
-To prawda?- zapytał cicho Daniel.
-Słuchajcie, to chyba nie jest najlepsze miejsce na takie rozmowy- powiedział Draco- Po szkole krążą jakieś idiotki, starające się wyniuchać skandal- prychną ze złością- Wybaczcie, nie mogę wam powiedzieć. Zapytajcie Chanel albo Diabła.- wstał od stołu.- Pójdę poszukać Hermiony.
Wyszedł pozostawiając trójkę Ślizgonów z nietęgimi minami.
Czyżby sekrety miały rozbić najlepsza paczkę w szkole?

***

Hermiona siedział nad jeziorem na jakimś wielkim kamieniu. Niewidzącym wzrokiem wpatrywała się w jezioro. Zimny wiatr otulał jej ciało. Czuła jak marznie, jednak nie była w stanie ruszyć się z miejsca.
-Czyś Ty oszalała?- coś ciężkiego upadło na jej ramiona.
Spojrzała w górę, doskonale widząc kogo tam zobaczy. Stał nad nią Draco w samym swetrze i szaliku. Jego płaszcz znajdował się teraz na jej ramionach.
-Dzięki- powiedziała przesuwając się, aby zrobić mu miejsce.- Ale teraz tobie będzie zimno.
-Jestem gentelmenem, Granger- usiadł obok niej, szczelniej otulając jej ciało dużym płaszczem. Objął ją ramieniem, przytulając się do niej.- Co się stało?- spytał
-Martwię się o Chanel- odparła. Wtuliła się w jego bok. Jego zapach uspokajał ją, a jednocześnie powodował mrowienie w żołądku i szybsze bicie serca.
-Za dużo się martwisz-stwierdził stanowczo- Chanel jest dorosła. Poradzi sobie czasem sama.
-Nie rozumiesz. Jeszcze nigdy nie widziałam ją w takim stanie. Ona się zakochała- westchnęła
Draco spojrzał na nią zaskoczony.
-W tym całym Kai’u?
-Tak- Hermiona wyciągnęła ku niemu telefon blondynki. Draco nachylił się aby odczytać litery na ekranie.
„2 nieodebrane połączenia od: Kai”
-To trochę dziwne. Nie sądziłem, ze jest tego typu facetem…
-Bo nie jest. I dlatego Chanel tak się zdziwiła. To dla niej zbyt trudne. Boi się odebrać, bo nie wie, co on jej może powiedzieć. Wątpi w to, że chce się z nią ponownie spotkać. Diabeł na pewno powiedział Ci co stało się w nocy?- Draco skiną głową- No właśnie. Teraz bardzo cierpi.
-Diabeł również. Ale to są ich sprawy. Nie możesz tego naprawić, ani zmienić czegokolwiek. – stwierdził stanowczo.
-Ale…
-Muszą to załatwić między sobą.
Draco, który do tej pory wpatrywał się w jezioro spojrzał na Gryfonkę. Nie spodziewał się tego, że ona się w niego wpatruje. Zobaczył jej cudowne oczy. Powoli, przeniósł wzrok na jej pełne malinowe wargi.
-Malfoy…
Nie mógł się oprzeć. Pocałował ją. Lekko, jedynie musnął swoimi ustami jej wargi. Nie chciał, aby jego pocałunek pozostał bez odzewu.
Nie pozostał.
Hermiona powoli pocałowała go. Kolejny, bardzo delikatny pocałunek, zaledwie muśnięcie. Odsunęli się od siebie. Spojrzała mu w oczy. Nie wiedziała, co dokładnie zobaczyła w szarych, teraz szybko ciemniejących, tęczówkach chłopaka. Pragnienie? Prośbę? Pożądanie? Nie wiedziała, jednak to cos kazało jej się ponownie wpić w jego usta. Odwzajemnił jej pieszczotę z jeszcze większym zaangażowaniem.  Przejechał językiem po jej wargach, lekko zasysając dolna. W odpowiedzi ona lekko przygryzła jego wargę. Rozchyliła usta, aby mógł pogłębić pocałunek. Taniec ich języków był namiętny i pełen pasji. Pasji, której obydwojgu od dawna brakowało.  Był to pocałunek pełen namiętności, której nie doznali od czasu seksu w łazience. Bo byli dla siebie dokładnie takim rodzajem zła, jakiego potrzebowali.
-Czekaj- jęknęła pomiędzy pocałunkami- Malfoy, czekaj!- odsunęła się od niego gwałtownie.
-Co znowu- jęknął
-Co my do cholery robimy!? Jesteśmy przecież przyjaciółmi!
Draco uniósł brew.
-Nazwij to jak chcesz, mnie tam różnicy nie robi. – uśmiechnął się kpiąco
-Nie chrzań, do cholery! Doskonale wiesz, że przyjaciele się nie całują.
-Podobnie jak nie sypiają ze sobą- był coraz bardziej zły. Nie wiedział, o co chodzi dziewczynie. Pocałunek jej się podobał, tego był pewny.
-Chyba nie zamierzasz tego teraz wyciągać?-Gryfonka spojrzała na niego z niedowierzaniem.- Obiecaliśmy sobie, że do niczego więcej nie dojdzie!
-Nie przypominam sobie, żebym cokolwiek Ci obiecywał.- był teraz już nieźle wkurzony. Podobnie jak ona.
-Tak?! To może mam Ci przypomnieć tamtą rozmowę w Skrzydle Szpitalnym?!
-Tą po seksie w tymże skrzydle?- nie zamierzał być miły. Nie dbał już o to, czy jego słowa ją ranią.  – Przypomnij sobie, ile razy mnie całowałaś, zarzekając się, że więcej tego nie zrobisz? Przespałaś się ze mną dwukrotnie. Potem rzeczywiście trochę wytrzymałaś, ale jak widać niedługo- zaśmiał się wrednie- Jak myślisz, ile jeszcze musiałbym czekać abyś znów skończyła w  moim łóżku?
Hermiona wstała gwałtownie. Poczuła się jakby dostała w twarz. W jej oczach błyszczała wściekłość i nienawiść, jednak nie było tam ani śladu łez.
-Doprawdy?- zapytała kpiąco- O ile pamiętam, to Ty zawsze inicjowałeś pocałunki!
-Jakoś nigdy nie kwapiłaś się żeby mnie odepchnąć! Nawet przed chwilą- on również już stał- Czy Ty chociaż raz pomyślałaś o tym jak ja się czuję? Nie, ale jasne. Po co? W końcu to tylko Malfoy!
-Ty jakoś nie liczyłeś się z moimi uczuciami, kiedy mówiłeś mi o Scorpiusie! Po co? W końcu to tylko Granger!- specjalnie użyła jego słów, co tylko spotęgowało jego wściekłość.
-Zastanów się czego chcesz kotku, bo, wybacz, ale ja za Tobą nie nadążę!
Nie czekając na jej reakcję, odwrócił się na pięcie i odszedł.
-Pieprz się, Malfoy- Hermiona wypluła te słowa, wkładając w nie tyle jadu, ile się tylko dało.
-Pieprz się, Granger- warknął ze złością odchodząc.

***

„Widziano: Hermiona i Chanel siedzące razem przy stole Gryfonów w czasie posiłków. Czyżby jakieś kłopoty w Gryfońsko- Ślizgońskim raju? Chanel unika Diabełka? A może to przez Dracona? Widziano go, jak kłócił się ze swoją księżniczką nad jeziorem.
Będziemy was informować
Miss Secrets”

Hermiona ze złością cisnęła „Spotted”, który czytała na głos w sypialni Chanel.
-To są chyba jakieś żarty-stwierdziła brunetka odpalając papierosa. Jej przyjaciółka w milczeniu podsunęła jej popielniczkę. –Ciebie to nie denerwuje?- zdziwiła się brakiem reakcji Ślizgonki
-Jakoś mnie to nie obchodzi. W mojej starej szkole nie potrzebowaliśmy takiej gazetki, żeby rozprzestrzeniać plotki. To ja byłam główną plotkarą. Teraz po prostu karma się odwróciła- wzruszyła ramionami. Jak wszystko co powiedziała od śniadania, a było tego naprawdę niewiele, było pozbawione emocji. Jej twarz również ich nie wyrażała. Większość dnia spędziła w swoim pokoju, paląc jednego papierosa za drugim. Hermionie udało się ją tylko namówić do wyjścia na posiłki. Stwierdziła również, że nie ma sensu opowiadać jej teraz o kłótni z Malfoyem.
Chanel tępo wpatrywała się w środek łóżka, gdzie leżał jej telefon. Hermiona podążyła za jej spojrzeniem.
-Masz zamiar do niego oddzwonić?
Dziewczyna pokręciła głową w przeczącym geście. Odpaliła kolejnego papierosa. Obok niej leżała pusta paczka. Druga walała się po podłodze.
-Zostaw to do cholery!- Hermiona wyrwała przyjaciółce używkę- Nie pozwolę Ci się dłużej truć!
Miała nadzieję, że blondynka tym razem jakoś zareaguje. Nie miała by nic przeciwko, gdyby na nią krzyknęła, jednak ta jedynie smętnie zwiesiła głowę.
-Chce zostać dziś sama- wyszeptała- Masz gdzie spać?
-Jesteś pewna, że możesz zostać sama?- Hermiona nie chciała zostawiać jej w takim stanie. Nie była całkowicie pewna, do czego Chanel jest zdolna. Mimo to, była pewna, że nie będzie w stanie zrobić sobie krzywdy.
-Tak- blondynka w końcu podniosła głowę i spojrzała w oczy przyjaciółce- Nie będę udawać, że jest w porządku, ale pozwól mi na to. Muszę uporać się z tym sama. Jeśli to zrobię, jutro już wszystko będzie w porządku.
-Wiesz, że gdybyś mnie potrzebowała, to mogę się tu pojawić w kwadrans?
-Wiem- Chanel nie siliła się na uśmiech- Przemyślę to co mam przemyśleć, trochę powspominam, usunę parę sms’ów, zablokuje numer i jutro będę mogła iść dalej.
Hermiona pokiwała głową. Przytuliła przyjaciółkę i pocałowała w policzek, po czym opuściła pomieszczenie.
W salonie siedzieli Emma, Rose i Daniel.
-Co z nią?- zapytała Emma natychmiast, gdy Gryfonka do nich podeszła
-Potrzebuje trochę czasu, ale myślę, że da radę. Chce zostać sama.
-Martwię się o nią.- powiedziała Rose- Jeszcze nie widziałam jej w takim stanie.
-To silna dziewczyna. Poradzi sobie- stwierdził Daniel- siadaj, Hermiono- zwrócił się do brunetki wskazując na miejsce obok siebie.
-Nie, dzięki. Pójdę do wieży Gryfonów. Robi się późno, a ja mam jeszcze jeden esej do napisania.
-Hermiono, to prawda?- dziewczyna spojrzała na trzymaną przez Rose gazetkę Miss Secrets. Wiedziała o co chodzi brunetce.
-Tak. Ja i Draco… trochę się dziś pokłóciliśmy. Przepraszam, że nie siedziałam dziś z wami, ale nie chciałam z nim rozmawiać. Chanel również nie chciała widzieć Diabła więc… I tak ledwo wyciągnęłam ją na posiłek.
-Może powinnaś z nim porozmawiać? Mam na myśli Smoka- zasugerowała niepewnie Emma- Wyglądał dziś na naprawdę wkurzonego i przygnębionego zarazem. W dodatku Parkinson cały czas za nim łaziła.
-Nie zamierzam wychodzić Malfoyowi naprzeciw- oburzyła się panna Granger- Nie ja zaczęłam te kłótnię. Teraz przynajmniej mogę trochę od niego odpocząć!
Mimo iż to powiedziała, w głębi serca czuła jak bardzo brakuje jej tego pieprzonego arystokraty. Zdała sobie sprawę, że od kilku tygodni spędzała w jego towarzystwie większość czasu. Razem się uczyli, rozmawiali, imprezowali, jedli posiłki, chodzili na lekcje… Doskonale pamiętała jak dziwnie się czuła przy stole Gryfonów dzisiejszego dnia. Oczywiście brakowało jej tryskającej energią Chanel, niewybrednych żartów Diabła, kłótni Emmy i Daniela, próbującej zachować porządek Rose. Ale najbardziej ciążyła jej nieobecność najmłodszego Malfoya. Jego śmiechu, docinków, żartów, głosu….
Czy to możliwe, żebym zakochała się w Malfoyu?- pomyślała nagle.
-Pójdę już- powiedziała słabym głosem
-Wszystko w porządku, Hermiono? Pobladłaś- zauważył Willson
-Wszystko ok. Dobranoc- wymusiła uśmiech i jak najszybciej opuściła salon Ślizgonów. Przemierzała szybko korytarze, a w głowie kołatała jej się jedynie jedna myśl „Zakochałam się w Draconie? To przecież niemożliwe”. Jednak to było możliwe. Bała się tego i wzbraniała rękami i nogami, jednak to się działo. Zaczęła się w nim zakochiwać już na początku roku. Potrzebowała więcej czasu, aby zdać sobie z tego sprawę.
Przystanęła przy jednym z okien. Było już co prawda po 22, jednak, jako prefekt mogła przebywać na korytarzach po ciszy nocnej. Otworzyła okno. Zimne, listopadowe powietrze sprawiło, że zadrżała. Wyciągnęła papierosa i podpaliła, notabene zapalniczką, którą dostała od Dracona, w czasie wypadu do Londynu. Wyjrzała przez okno zaciągając się głęboko i wypuszczając dym w nocne, ciemne niebo. Księżyc nie był widoczny, więc mogła bez problemu podziwiać cudownie rozgwieżdżony nieboskłon. Nie mogła się jednak skupić na tym zjawisku. Jej myśli zaprzątnęła, po raz setny tego dnia, poranna kłótnia. Z przerażeniem stwierdziła, że Draco miał rację.
Dlaczego pozwalała się mu całować? Dlaczego nigdy go nie odepchnęła? Dlaczego nigdy nie potrafiła być dla niego tylko przyjaciółką, nie pragnąc niczego więcej?
Teraz już to wiedziała. Ponieważ była w nim zakochana. I musiała to wszystko z nim wyjaśnić. Teraz.
Zgasiła papieros i zaczęła się zastanawiać, gdzie może być chłopak. Wiedziała, że nie wrócił do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Szybko wyciągnęła telefon i napisała jedyną rzeczy, która wydała jej się odpowiednia.
„Gdzie jesteś?
Olivia”
Nie musiała czekać zbyt długo na odpowiedź. Telefon zawibrował już po kilku minutach.
„Pokój Życzeń
Scorpius”
Schowała urządzenie i udała się w wyznaczonym kierunku. Nie myślała o tym co mu powie. Czuła się dziwnie… szczęśliwa. Tak jakby uświadomienie sobie swoich uczuć, napełniło w niej balon szczęścia. Szła lekko i sprężyście, uśmiechając się delikatnie. Po raz pierwszy tego dnia, na jej ustach wykwitł prawdziwy uśmiech.
Doszła pod Pokój Życzeń.
„Miejsce gdzie znajdę Dracona Malfoya”- z tą myślą przeszła trzy razy przed ścianą z zamkniętymi oczami, skupiając się na niesamowitej barwie tęczówek blondwłosego Ślizgona. Uśmiech na jej ustach stał się jeszcze szerszy, kiedy zobaczyła drzwi.
Bez wahania złapała za klamkę i przekręciła ją. Ku jej wielkiemu zdziwieniu jej uszu dobiegł dźwięk gitary.
KLIK
Najciszej jak tylko mogła weszła, zamykając za sobą drzwi. Draco nie usłyszał jej. Siedział na zielonej kanapie, na środku pokoju, z gitarą w ręku. Oczywiście wiedziała doskonale, że Scorpius gra i śpiewa, ale jakoś nigdy nie udało jej się go posłuchać. Tym razem miała szczęście. Już po chwili do muzyki dołączyły słowa.

Możesz mi się wypłakać jakbym był kimś innym
I później zostawić mnie samego
Abym zbierał kurz na półce... miłości
Pokazałem ci wszystkie moje wady i dałem wszystko co miałem
I wtedy wyrzuciłaś to wszystko i kazałaś być mężczyzną
Ale ja byłem

Nie będziesz czekać
I oddam duszę za to co mieliśmy
Więc zostaw mnie trzęsącego się w samotności
Powiedziałaś na zawsze
Czy mam zostawić to i odpuścić
Więc teraz to nie jest od tego*

I każdy mały krok który robię i każdy pojedynczy ruch który kiedykolwiek zrobiłem
I nawet jeśli moje serce nadal boli
To sprawia, że jestem lepszym mężczyzną
I spójrz na ten cały bałagan który zrobiłem
I nadal myślę o tobie w lepsze dni
I nawet jeśli moje serce nadal boli
To sprawia, że jestem lepszym mężczyzną

Możesz mi się wypłakać jakbym był kimś innym
I później zostawić mnie samego
Abym zbierał kurz na półce... miłości

Pokazałem ci wszystkie moje wady
I dałem wszystko co miałem
I wtedy wyrzuciłaś to wszystko i kazałaś być mężczyzną
Ale ja byłem

Nie będziesz czekać i oddam duszę za to co mieliśmy
więc zostaw mnie trzęsącego się w samotności

Powiedzieliśmy na zawsze
Czy mam zostawić to i odpuścić
Więc teraz to nie jest od tego*

I każdy mały krok który robię i każdy pojedynczy ruch który kiedykolwiek zrobiłem
I nawet jeśli moje serce nadal boli
To sprawia że jestem lepszym mężczyzną
I spójrz na ten cały bałagan który zrobiłem
I nadal myślę o tobie w lepsze dni
I nawet jeśli moje serce nadal boli
To sprawia, że jestem lepszym mężczyzną

Nie będziesz czekać [x5]
I oddam duszę za to co mieliśmy
Więc zostaw mnie trzęsącego się w samotności

Powiedziałaś na zawsze
Czy mam zostawić to i odpuścić
Więc teraz to nie jest od tego*

I każdy mały krok który robię i każdy pojedynczy ruch który kiedykolwiek zrobiłem
I nawet jeśli moje serce nadal boli
To sprawia że jestem lepszym mężczyzną
I spójrz na ten cały bałagan który zrobiłem
I nadal myślę o tobie w lepsze dni
I nawet jeśli moje serce nadal boli
To sprawia, że jestem lepszym mężczyzną

Lepszym mężczyzną

Z zachwytem wsłuchiwała się w tekst piosenki, ciesząc ucho niesamowitą barwą jego głosu. Widziała mnóstwo emocji malujących się na jego twarzy. To było coś niesamowitego, obserwować go podczas gry. Kiedy skończył nie była w stanie się odezwać. Draco jakby wyczuł, że ktoś za nim stoi, ponieważ obrócił się.
-Już jesteś- stwierdził odstawiając gitarę na stojak.
-Tak. To był naprawdę wspaniałe.- uśmiechnęła się do niego delikatnie.
-E tam. Taka amatorszczyzna, ale lubię to robić. A tak właściwie, to dlaczego pisałaś?- zmierzył ja czujnym spojrzeniem, wskazując na miejsce obok siebie.
Hermiona podeszła zdając sobie sprawę, że nie ma zielonego pojęcia, co mu powiedzieć.
-Emmm… Chciałam z Tobą porozmawiać. Coś Ci powiedzieć- odparła, niepewnie zagryzając dolną wargę.
-To całkiem nieźle się składa, bo ja tez muszę Ci coś powiedzieć. To dotyczy nas.
-Ja tez na ten temat.
W jej sercu zabiło szybciej. Czyżby Draco miał zamiar przyznać, że też coś do niej czuje?
-Pozwolisz, że powiem to pierwszy i proszę, nie przerywaj mi- Hermiona skinęła głową. Odchrząknął delikatnie
- Dużo myślałem o nas po tym, jak rozstaliśmy się nad jeziorem  i doszedłem do wniosku, że miałaś rację.
Uśmiech spełzł z twarzy brunetki. Nie tego się spodziewała.
-Emmm… w jakim sensie?- zapytała
-Co do przyjaźni. Jesteśmy przyjaciółmi, a ja nie zachowywałem się wobec Ciebie fair. Nie powinienem Cię całować. Miałaś rację, to ja zawsze inicjowałem pocałunki. Tak nie powinno być. Chciałaś przyjaźni i ja się na to zgodziłem. W dodatku w pełni to rozumiem. Po prostu znaczysz dla mnie zbyt wiele. Nie chcę się kłócić znów o jakieś bzdety. Nadal chcę być Twoim przyjacielem. Przepraszam za wszystko.
Hermiona czuła się, jakby ktoś przekuł w niej balon, a całe szczęście uciekło na cztery strony świata. Nie była w stanie teraz powiedzieć tego, co chciała. Draco jasno dał jej do zrozumienie, że chce tylko przyjaźni.
-Tak… eee… zaskoczyłeś mnie..to…mmm… Cieszę się, że nadal chcesz być moim przyjacielem- udało jej się w końcu wykrztusić. Gardło miła zaciśnięte. Czuła się, jakby zaraz miała się rozpłakać. Ale nie mogła. Łzy były oznaką słabości, a ona nie była słaba. Zacisnęła prawą dłoń na lewym nadgarstku w miejscu gdzie znajdował się napis „Stay strong”. To pomogło.
-Ja też przepraszam. Z pewnością niepotrzebnie powiedziałam kilka rzeczy.- wymusiła na sobie uśmiech.
-Przyjaciele- wyciągną do niej rękę.
-Oczywiście- pozwoliła mu podciągnąć się z kanapy, a potem przytulić. Ona również go objęła, jednak jej ruchy były sztywne i mechaniczne.
Draco puścił ją i przeciągną się ziewając.
-Późno już, odprowadzić Cię do wieży Gryffindoru czy śpisz u nas?- zapytał
-Dzięki, pójdę do wieży za chwilę, muszę jeszcze na coś popatrzeć.- chciała się go jak najszybciej pozbyć. Nie była pewna, czy jeśli spędzi chwilę w jego towarzystwie, nie rozpłacze się.
-Ok. Widzimy się jutro na śniadaniu. Dobranoc- uśmiechnął się i udał się w kierunku wyjścia.
Kiedy drzwi się za nim zamknęły, Hermiona poczuła jak nogi się pod nią uginają. Bezwładnie opadła na kanapę. Łzy ciągle cisnęły jej się pod powiekami, jednak nie chciała znów ich przelewać przez faceta. Otworzyła oczy. Jej wzrok napotkał gitarę na której grał Draco. Chwyciła ją i zacisnęła rękę.  W uszach dźwięczał jej cudowny głos Ślizgona, kiedy śpiewał.
„Możesz mi się wypłakać jakbym był kimś innym
I później zostawić mnie samego
Abym zbierał kurz na półce... miłości”
Pozwoliła aby jedna samotna łza spłynęła po jej policzku.

***

Draco Malfoy wyszedł z Pokoju Życzeń. Gdy tylko przekroczył próg, wymuszony uśmiech opuścił jego twarz, zastąpiony rozpaczą. Oparł się o drzwi i ukrył twarz w dłoniach. Był świadom tego, że najprawdopodobniej popełnił właśnie jeden z największych błędów swojego życia.

„I oddam duszę za to co mieliśmy
Więc zostaw mnie trzęsącego się w samotności
Powiedziałaś na zawsze
Czy mam zostawić to i odpuścić”

AnnMari